Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2015

Zygmunt Miłoszewski "Gniew"

Częściej podsumowuję całą serię książek w jednym poście (szykuję się na podsumowanie "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza), ale trylogia Miłoszewskiego o prokuratorze Szackim wymaga specjalnych względów. Z książki na książkę jest coraz lepiej. Aż jestem zdziwiona, że zdecydowano się na ekranizację "Ziarna prawdy", a nie "Gniewu". Chociaż z drugiej strony - "Gniew" jest najbardziej wymowny, kiedy znamy już Szackiego i jego wcześniejsze przeżycia.

Tym razem tłem akcji jest Olsztyn, "miasto jedenastu jezior". Od "Ziarna prawdy" minęło kilka lat, Szacki postarzał się, jego córka Hela jest już nastolatką. I mieszka z ojcem. Co tutaj robi Szacki? Dalej szuka swojego miejsca w świecie. Kolejny raz nowa szefowa, nowi współpracownicy i nowa kobieta. Zero bohaterów znanych z wcześniejszych dwóch części. Na pierwszy rzut oka mamy trupa "Niemca", czyli zwłoki sprzed prawie 70 lat - niemniej trup okazuje się być bardziej świeży. A to tylko tło do bardziej skomplikowanego dochodzenia. Duży nacisk położony jest na przemoc domową, zarówno fizyczną, jak i psychiczną, co okaże się bardzo ważnym wątkiem książki.

Najciekawszym bohaterem jest Edmund Falk, młody prokurator, który zostaje uczniem Szackiego. Identyczny, jak jego mentor - sztywny, ubrany w garnitur, błyskotliwy i inteligentny. Kolejną ciekawie napisaną postacią jest córka Szackiego, Hela. Nastolatka wyrwana z Warszawy, z grona znajomych, do liceum w Olsztynie. Tak samo ironiczna i cyniczna jak ojciec, wie, jak sobie z nim pogrywać. 

Jak podsumować książkę, nie zdradzając nic z fabuły? Nie da się. Powiem tylko, że to najlepsza książka z trylogii. Zakończenie? Aż musiałam wygooglować sobie, jak zinterpretowali je inni czytelnicy. Prawie wszyscy są niezadowoleni z otwartego zakończenia. Lubimy niedopowiedzenia, ale raczej te znane z zakończenia filmu "Incepcja", na które można odpowiedzieć "tak" lub "nie". A mnie się podoba. Mam swoją wersję i będę się jej trzymać. Czy Szacki wróci jeszcze? Nie sądzę. Czuję, że Miłoszewski pójdzie w inną stronę, jak J. K. Rwoling po napisaniu sagi o Harrym Potterze. I nieźle jej to wyszło.

piątek, 20 marca 2015

Zygmunt Miłoszewski "Ziarno prawdy"

Czas na drugą część przygód prokuratora Szackiego - tym razem na tapetę idzie Sandomierz. Miłoszewski zmierzył się z legendą ojca Mateusza, a Sandomierz urósł do rangi najbardziej niebezpiecznego miasteczka w Polsce.

Co robi Szacki w Sandomierzu? Mieszka. Zmęczony stolicą, przeniósł się w bardziej spokojne i odległe miejsce. W jego otoczeniu pojawią się nowi znajomi, nowe kochanki, nowa szefowa. Praktycznie nie ma bohaterów znanych z "Uwikłania". była żona i córka pozostają tylko tłem.

Założę się, że dzięki książce i jej ekranizacji Sandomierz przeżywa swój złoty okres, a kościoły i podziemia znane książki pełne są turystów i żądnych przygody fanów Szackiego. Już wiem, że trzecia część przygód prokuratora będzie się toczyć w Olsztynie - ciekawe, czy miasto zostanie podobnie rozreklamowane. 

A sama książka? Dostajemy tajemnicze morderstwa okraszone mroczną historią mieszkańców Sandomierza. Aby odkryć prawdę Szacki musi sięgnąć do czasów drugiej wojny światowej i legend. Co jest prawdą, a co fikcją? Myślą przewodnią książki jest "w każdej plotce / legendzie jest ziarno prawdy". Szacki jak to Szacki - sprawę rozwiąże, a sam uda się do Olsztyna. Gdzie na pewno przyciągnie jakieś smakowite morderstwo. A Miłoszewski turystów i fanów. 

Trochę rozumiem fenomen prokuratora Szackiego - facet z krwi i kości, nie tak błyskotliwy jak Sherlock Holmes, trochę zagubiony w życiu. Ale to, co mnie ujęło, to humor. Porównywalny z tym u Bena Aaronovitcha z serii o Peterze Grancie. Trochę ironii, trochę popkultury, trochę "warszawki". Całkiem mnie to bawi.

poniedziałek, 16 marca 2015

Wojciech Chmielarz "Farma lalek"

Nazwisko Chmielarza nic mi nie mówiło. A znajomi zachwycili się historią komisarza Jakuba Mortki. Ja trochę mniej.

Polskie góry doczekały się złotych czasów. Bieszczady rozsławił serial "Wataha", wyprodukowany przez HBO, a Karkonosze właśnie Chmielarz.

Historia jakich wiele - zblazowany komisarz za karę dostaje wilczy bilet w jedna stronę do komendy w małym miasteczku, które położone jest w  Karkonoszach. Miasteczka, w którym dokumentnie nic się nie dzieje - trochę włamań, trochę kradzieży, ale nic poważniejszego. Oczywiście miasteczko staje się stolicą zbrodni zaraz po tym, jak sprowadza się do niego komisarz. Przyciąga zbrodnie niczym magnes.

Na noc do domu nie wraca mała, 10-letnia Marta. Trwają poszukiwania, komisarz znajduje kilka powiązań z porwaniem dziewczynki, które miało miejsce w dzielnicy Romów. Ale wiadomo - to Romowie, więc nikt zaginięcia nie zgłosił na policję. Sprawa się komplikuje - Marta się odnajduje razem z kilkoma trupami. Kto zabił? Muszę przyznać, że dość szybko zgadłam. Nawet nie zgadłam - domyśliłam się. Tropów było wiele, wskazówki często powtarzały się. Pod koniec książki miałam ochotę walić "Farmą lalek" komisarza po głowie. A ty głupku nie wiesz jeszcze kto zabił?

Ponoć to druga książka Chmielarza o Mortce, są jeszcze dwie. Widać podobieństwo do Miłoszewskiego? Widać. A może tak się niefortunnie złożyło, że czytam dwa polskie kryminały dwóch różnych autorów i porównania są nieuniknione. Niemniej dzisiejszy wieczór spędzę z Szackim.

Zygmunt Miłoszewski "Uwikłanie"

Wiem, że troszkę późno. Miłoszewski zdążył już dostać Paszport Polityki za swoje książki - i przy okazji jej odbierania obrazić kilku obecnych na sali polityków, w tym prezydenta Komorowskiego. Kim jest ten cały Miłoszewski, który dostał Paszport Polityki, odbierając go Jakubowi Żulczykowi (za którego ja trzymałam kciuki)?

Kolejny kryminał - pomyślałam. Zaczęłam czytać i... okazało się, że akcja książki rozgrywa się w Warszawie, a morderstwo do którego został wezwany Szacki ma miejsce w mojej okolicy, koło Rozbratu, który mijam co najmniej dwa razy dziennie. A to już wzmogło moje zaciekawienie.

Historia toczy się niemrawo, Szacki jeździ po Warszawie, jest "bohaterem z krwi i kości", trochę pali, trochę, pije, trochę zdradza żonę. Nie jest zbyt idealnym mężczyzną, co stanowi kontrast do jego wnikliwego umysłu prokuratora. Szacki może mnie nie zachwycił, ale sama budowa fabuły, delikatne niuanse i podpowiedzi już tak. Nieźle, panie Miłoszewski. A znajomi mówią, że "Ziarno prawdy", druga książka z trylogii o Szackim jest jeszcze lepsza. Seria jest już zamknięta, trzecią książką jest "Gniew".

A tymczasem do kin wchodzi film na podstawie drugiej książki o prokuratorze Szackim "Ziarno prawdy". W roli prokuratora - Robert Więckiewicz. Nic nie budzi takich emocji jak fakt, że filmowy Szacki nie ma białych jak mleko włosów Szackiego książkowego.

środa, 25 lutego 2015

Katarzyna Kwiatkowska "Zbrodnia w błękicie"

Dalej męczę serię "Pana Lodowego Ogrodu", kończę już 4 tom, stąd wniosek, że niedługo pojawią się zaległe wpisy. Jeden tom czytam średnio w tydzień, ale czwarty, ostatni, jest wyjątkowo obszerny. A dalej dążę do przeczytania 52 książek w 2015 roku (średnio jedna tygodniowo). A tymczasem moja teściowa była w bibliotece w swoim mieście na rozdanie 10 nagród za pierwsze 10 miejsc za ilość wypożyczonych książek w 2014 roku. Nie bez znaczenia zaznaczam, że to "ilość wypożyczonych książek" - na pewno nie przeczytanych. Dość, że napiszę, że osoba na pierwszym miejscu wypożyczyła ponad 450 książek. A osoba na ostatnim, 10 miejscu - ponad 250. A ja za sukces uznaję 52 książki, jedną tygodniowo...

"Zbrodnia w błękicie" to klasyczny kryminał: bohaterowie zamknięci w dworku, odcięci od świata - na zewnątrz szaleje śnieżyca. Śmierć młodej dziewczyny i pytanie: kto zabił? Na miejscu jest akurat przyjaciel rodziny, zapalony fan Sherlocka, ze swoim wiernym odźwiernym, niczym Watson. Tropy mieszają się, urywają - prowadząc wprost do rozwiązania. Wielki zbiór wszystkich gości i - uwaga - rozwikłanie zagadki.

Nie jest to kryminał wybitny, niemniej jest napisany tak pięknie klasycznie i schematycznie, że nic, tylko wzdychać do tamtych czasów. No właśnie - duży plus za piękne opisy wnętrz, strojów i jedzenia. Widać, że autorka wie, o czym pisze. Podsumowując - lektura przyjemna, jednorazowa. Za miesiąc nie będę już pamiętać co to za książka.

środa, 3 grudnia 2014

"Zatrute ciasteczko" Alan Bradley

"Zatrute ciasteczko" to pierwsza z serii książek o Flavii De Luce, 11-letniej, przebiegłej dziewczynce, której największą pasją jest ważenie trucizn. Mieszka w rezydencji Buckshaw, razem z owdowiałym ojcem i znienawidzonymi siostrami, Ofelią i Daphne. Pewnego ranka ich życie zmienia się, kiedy Flawia w grządce z ogórkami znajduje... trupa.

Flawia zyskała moją sympatię dzięki ciętemu językowi i dociekliwości, która jest utrapieniem miejscowych policjantów. Kto zabił? Niczym w najlepszym kryminale dostajemy zawiłą i skomplikowaną zagadkę, której rozwiązanie wcale nie jest takie proste. Flawia kojarzy mi się trochę z Wednesday z "Rodziny Addamsów". 

Wiem, że wyszły kolejne tomy przygód młodej Flawii, jednak na razie idą w odstawkę. Niemniej z ocen czytelników wynika, że kolejne tomy są tylko lepsze. Może się na nie skuszę - na wakacjach, kiedy będę potrzebować lekkiej i przyjemnej lektury. A teraz idzie zima, i może czas na "Pana lodowego ogrodu" Grzędowicza? "Lód" Dukaja czytany co roku może się kiedyś przejeść. Czas na zimową lekturę. I na "Kevina samego w domu" w Wigilię.

piątek, 10 października 2014

Robert Galbraith "Jedwabnik"

O pierwszej książce Roberta Galbraitha "Wołanie kukułki" pisałam w styczniu tego roku. Galbraith to pseudonim J. K. Rowling, znanej z serii o Harrym Potterze.

Tym razem wraz z Cormoranem i Robin rozwiązujemy tajemnicę śmierci znanego pisarza, którego śmierć została upozorowana tak jak zakończenie jego książki, którą miał niebawem wydać. Kto zabił? Kto znał zakończenie książki?

Mamy sporą grupkę podejrzanych: żona, współpracownicy, przyjaciele. Każdy, kto czytał książkę przed jej wydaniem, jest bacznie obserwowany przez detektywa. Sama fabuła niewydanej książki jest tak zadziwiająca, że mogła się zrodzić tylko w umyśle osoby, która pisze zarówno książki dla dzieci, jak i kryminały i obyczajówki. Pani Rowling! Co się stanie, jak sięgnie Pani po fantastykę? Czekam z niecierpliwością.

Oprócz misternej intrygi i dochodzenia "kto zabił", mamy też wątki, które pchają do przodu osobiste relacje Cormorana i Robin. Odzywa się Charlotte, była narzeczona Cormorana, a Matthew, narzeczony Robin, również zyskuje na znaczeniu.

Kryminał to ten rodzaj literatury, który czytam w autobusie / tramwaju / pociągu / samolocie, staram się rozwikłać zagadkę (najczęściej nietrafnie, chociaż w życiu codziennym moja dusza Sherlocka wkurza moich bliskich), ale nie cierpię, kiedy kryminał się kończy. Wpada jednym uchem, a wypada drugim. Najczęściej po kryminał sięgam, gdy zajmuje mnie dużo ważnych spraw, a ja chcę poczytać coś niezobowiązującego. A że stresu dużo - to czekam na kolejne części przygód Cormorana i Robin. Na pewno Rowling już coś szykuje.

środa, 30 lipca 2014

Leopold Tyrmand "Zły"

"Zły" to jedna z tych książek, do których musiałam dojrzeć. Czytałam na Kindlu, papierowy egzemplarz widziałam na półce miejskiej biblioteki, wiadomo, książka napisana w 1954 roku, więc wydania z lat 50. i 60. nie zachwycają. Kiepska czcionka wcale nie pomaga w promocji książki.
A teraz: z czym to się je, proszę Państwa? Po "klasyku" polskiej literatury spodziewałam się nabzdyczenia i zadęcia, a dostałam świetnie napisany kryminał. "Zły" najlepiej trafi do osób znających Warszawę - to właśnie tam toczy się akcja książki Tyrmanda. Stare Miasto, ulice w stylu Czerniakowska, Frascati, Widok, Puławska, Bagno - jeśli się je zna, to jest łatwiej wyobrazić sobie pewne wydarzenia. Pamiętajmy, że jest to Warszawa powojenna, zniszczona, dopiero odbudowywana. 

Mnogość barwnych postaci powala na kolana. Bohaterowie zapadają w pamięć. Wiadomo, że Robert Kruszyna będzie byłym bokserem, Olimpia Szuwar będzie elegancką kobietą prowadzącą luksusowy sklep, a Edwin Kolanko i Kuba Wirus będą dziennikarzami. Dziarski policjantem, Geniek Śmigło kierowcą miejskiego autobusu, Janusz Kalodont kioskarzem. "Czarnym charakterem" może być tylko Jerzy Meteor, Filip Merynos, czy ktoś o pseudonimie Moryc czy Szaja. Nikogo nie da się pomylić, jak ma to miejsce w książkach z dużą ilością bohaterów. Nikt nie jest tutaj bezpieczny - inaczej niż w topowych serialach (no może oprócz "Gry o tron"), giną tutaj postaci barwne, uważane za pierwszoplanowe. Ma to swój urok, łapie za serce, tak jak sceny wesel u Martina. 

Najbardziej poruszały mnie opisy Warszawy. Każdy rozdział zaczynał się opisem jakiegoś miejsca, a to miejskiego lodowiska, a to ciemnych bram i uliczek Starego Miasta, a to zajezdni MZK. Poniżej barwny opis tzw. "Ciuchów" czyli Stadionu, na którym jedna z postaci, Marta Majewska, robi zakupy - szuka stroju kąpielowego:

"(..) Ciepło przygrzewające słońce słało swe radosne promienie wprost na długie rzędy siedzących kobiet o głowach zbrojnych w perkalowe chustki, stosowne kapelusze z gazet, czepki pływacki lub zgoła brudnawe chusteczki do nosa, zmuszone za pomocą związanych w cztery rogi supełków do udawania czepków. Wszystkie niemal ciuchary były stare i grube, niektóre hojnie uszminkowane tanimi kosmetykami; w wyglądzie ich kryła się jakaś cecha wspólna: ów specyficzny, warszawski kształt warg, wymodelowanych w długoletniej praktyce pyskówek, mów i wymyślań; wszystkie też zdawały się mieć jednakowe, mimo różnic kolorów, oczy, wykształcone w błyskawicznym dostrzeganiu i taksowaniu zbliżającego się klienta. Siedziały na niskich stołkach, skrzynkach, krzesełkach za szerokimi, zbitymi z prostych deseczek i palików ladami pokrytymi pakowym papierem. Na ladach, nisko przy ziemi, kłębiło się nieprawdopodobne bogactwo barw i kolorów, faktur i kształtów rozrzuconej pozornie w nieporządne sterty odzieży: suknie, od balowych, mieniących się taft, po płócienne, jaskrawe plażówki, spódnice w egzotyczne wzory, koszule, cardigany, sweterki, bielizna, ręczniki, kostiumy kąpielowe, trykotowe wdzianka, szorty, pasiaste skarpetki, obuwie, wiatrówki o oryginalnym kroju, dziwaczne dzianiny, mankiety z napisami i rysunkami, tkaniny pełne malowanek w palmy, instrumenty muzyczne lub łby zwierzęce, męskie marynarki w krzyczących odcieniach, spodnie, krawaty o fantasmagorycznych deseniach. Wśród głównego nurtu wiło się sporo odnóg: stosy guzików, zamków błyskawicznych, pasmanteria, zagraniczne papierosy, przybory toaletowe, grzebienie i szczotki do włosów w oprawach z plastiku, żyletki, kosmetyki, kremy, paczki z herbatą, kawą, puszki z mlekiem w proszku, guma do żucia, wreszcie lekarstwa, zastrzyki, specyfiki.(..)"

A tutaj jeszcze fragment pogoni Gienka Śmigły autobusem za samochodem jednego z "czarnych charakterów", chłopaka Merynosa. Gratka dla osób znających Warszawę, scena pościgu ciągnie się przez całą Warszawę, tutaj tylko krótki fragment:

"(..) Aby w takich warunkach dokonać akrobatycznej wolty ciężkim autobusem, trzeba być nie lada kierowcą. Eugeniusz Śmigło był nim, ale nafosforyzowana przerażeniem twarz nad kierownicą buldogowatego chevroleta należała także do doskonałego kierowcy, a ponadto zuchwałego i wyzbytego skrupułów. Resztki alkoholu znikły z czujnego spojrzenia ulicznego drapieżcy, pozostała sama wola walki i ujścia pościgowi za wszelką cenę. Albowiem szofer Kitwaszewski wiedział dobrze, że tak czy inaczej pościg za nim już się rozpoczął, nie wiedział tylko kto, jak i na czym go goni.Jednym naciśnięciem gazu przeskoczył zamknięte czerwonym światłem Aleje Jerozolimskie, klucząc pomiędzy hamującymi zgrzytliwie tramwajami, i rzucił się w Kruczą. Przeciął mu drogę wynurzający się z Nowogrodzkiej powolnie pykający ciągnik z trzema przyczepami; w ogarniętym walką umyśle Kitwaszewskiego błysła przez ułamek sekundy rozpaczliwa konieczność rozjechania przyczep. (..) Nie zdążył nawet doprowadzić tej myśli do końca, gdy z poprzecznej rzeki ulicznego ruchu rozległ się ryk potężnego klaksonu i z rzeki tej wynurzył się niepojętym sposobem autobus, prujący w poprzek nurtu jezdni jak łeb czerwono-kremowego wieloryba. Gonią na chaussonie. (..) W wąskie ulice! - tłukło się po głowie Kitwaszewskiego - tam go wykołuję, drania! Nagłym wirażem omiótł narożnik Hożej, zarzucając głęboko tylnymi kołami na chodnik: zatrzymujący się na odgłos rozpętanych motorów przechodnie aż przysiedli z przerażenia, widząc, jak tył chevroleta przepływa o milimetry od ściany narożnego domu, lecz nie zdążyli jeszcze unieść przygiętych paniczną emocją korpusów, gdy długa, czerwono-kremowa masa chaussona wwaliła się na wiraż z łoskotem szyb w oknach. Autobus jakby się wygiął czarodziejskim sposobem i opłynął zakręt, tak że niektórzy przechodnie na Kruczej przetarli oczy w oszołomieniu i przysięgali potem, iż widzieli gumowy autobus, zwijający się w fantastyczne elipsy jak szale w rękach chińskich tancerzy. Pcha mnie w wąskie ulice, sukinsyn! - zgrzytnął Geniek Śmigło; czuł się w tej chwili wrośnięty w autobus każdym nerwem, wydawało mu się, że to ogromne cielsko wozu zdolne jest do gimnastycznych poruszeń według jego woli. (..)"

Dla lepszego wyobrażenia sobie, czym poruszał się Geniek, oto autobus miejski z lat .50:



Oczywiście dopiero kiedy wsiąknie się w "Złego", to okazuje się, że wiele z nim związanego dzieje się w Warszawie. Jest np. wystawa. Oczywiście planuję się na nią wybrać. Nie przepuszczę takiej okazji.

piątek, 23 maja 2014

Donato Carrisi "Zaklinacz"

Pochwalę się - od miesiąca uczę się języka włoskiego z najprawdziwszą Włoszką - Anną z Brescii w Lombardii. Liczę na to, że na jesieni uda mi się odwiedzić Włochy, a co za tym idzie - nawiązać jakieś relacje z autochtonami w ichnich języku.

Z ciekawości wpisałam w google hasło "literatura włoska" i czekałam na to, co mi wyskoczy. Szukałam autorów, którzy obecnie są poczytni i mało znani za granicą - szukałam kogoś takiego jak np. Joanna Bator. Oczywiście cała pierwsza strona wyników składała się tylko z książek Umberto Eco. Dalej były książki, których akcja toczy się we Włoszech, jak np. "Kod Leonardo Da Vinci" Dana Browna, czy "Pod słońcem Toskanii" na podstawie którego wyszedł całkiem niezły film z boską Diane Lane. Wszystko to oczywiście książki amerykańskich autorów.

Na szczęście udało mi się też trafić na Donato Carrisiego, który napisał książkę "Zaklinacz", pierwszy tom z serii o policjantce Mili Vasquez. I całe szczęście, że sięgnęłam po tę książkę! Nie czułam, że to włoski kryminał, raczej taki uniwersalny, który mógł się zdarzyć wszędzie. Mila Vasquez, która zajmuje się odnajdowaniem porwanych dzieci, tym razem dołącza do zespołu, który szuka 5 zaginionych dziewczynek. Pierwszy trop - znalezienie zakopanych, uciętych 6 lewych rąk dziewczynek. 6... Kim jest 6 dziewczynka? Czy któraś z dziewczynek żyje? To są pytania, na które odpowiedzieć może tylko Mila. 

Po nitce do kłębka - od jednego dowodu do drugiego. Jak w CSI: każda informacja ma znaczenie. Muszę przyznać, że Carrisi jasno przekazuje nam informacje, które układają się w spójną całość dopiero na końcu książki. Bardzo przyjemnie czytało mi się książkę, tym bardziej, że do samego końca tożsamość sprawcy była dla mnie niejasna. A potem: bang! Zaskoczenie! Ależ oczywiście, to takie jasne i proste!

Coś, co mnie mierziło to wykorzystanie np. hipnozy czy medium w celu osiągnięcia przełomu w śledztwie. Kryminolodzy powinni bardziej polegać na empirycznych dowodach. 

Podsumowując - tak jak wspominałam - po ciężkich i opasłych tomach przyszedł czas na literaturę na której nie muszę się tak mocno skupiać. Chociaż to kwestia względna - czy krwawy kryminał można uznać za lekką lekturę..? Część czytelników zarzuca Carrisiemu to, że książka jest zbyt krwawa i brutalna, przez co traci swój urok. W każdym razie - do poczytania w sam raz w drodze z i do pracy. Krótkie rozdziały, dynamiczna akcja - gdybym miała czas, to byłaby to książka, którą przeczytałabym przy jednym posiedzeniu.

piątek, 7 lutego 2014

Ben Aaronovitch "Moon over Soho"

Druga część przygód młodego policjanta, Petera Granta. Współczesny Londyn, który zamieszkują fantastyczne postaci, idealnie nadaje się na scenerię kryminału. 

Tym razem Peter Grant i jego nauczyciel, Thomas Nightingale musza zmierzyć się z... chimerą, która zabija muzyków jazzowych. Oraz z kobietą, która w czasie przyjemności cielesnych pozbawia mężczyzn ich przyrodzenia. Nie muszę chyba pisać, że nie używa w tym celu żadnych narzędzi. Robi to za pomocą własnego ciała. A właściwie jednego narządu.

Nie wiem skąd Aaronovitch czerpie pomysły na swoje książki, ale mam nadzieję, że będzie mi dane przeczytać jeszcze wiele kolejnych części przygód Petera Granta. A na Kindlu czeka już kolejna, "Whispers under ground".

Nie piszę już nic więcej, biorę się za czytanie! 

czwartek, 30 stycznia 2014

Ben Aaronovitch "Rivers of London"

Powoli zaczynam spełniać swoje noworoczne postanowienie i realizuję książki z listy do przeczytania na ten rok. Jest na niej książka Bena Aaronovitcha - "Rivers of London", której polskie tłumaczenie "Rzeki Londynu" pojawi się w Polsce w drugiej połowie roku. A w tym czasie po angielsku wyszły jeszcze dwie kolejne części przygód młodego policjanta Petera Granta.

No właśnie - książka Aaronovitcha oscyluje gdzieś na krawędzi "Harrego Pottera", twórczości Neila Gaimana i CSI. Oto współczesny Londyn, w którym dzieją się rzeczy co najmniej magiczne. Oto młody policjant Peter Grant zostaje przydzielony do pracy ze starszym detektywem Nightingalem, który jest... magiem! Mieszka w ogromnej willi razem ze służącą Molly, która jest... także istotą nadprzyrodzoną.

Razem z bohaterami rozwiązujemy zagadkę tajemniczych morderstw, które są tak fachowo i obrazowo opisane, że nie powstydziłyby się tego najstraszniejsze horrory. Precyzją opisu obrażeń dorównuje CSI. Co ważne - nie jest to też romans - Leslie, także policjantka, a zarazem przyjaciółka Petera, nie ma łatwego życia. Co więcej - zakończenie z nią w roli głównej jest tak zaskakujące, że aż nie do przewidzenia. Gratuluję, Ben.

W pierwszej części poznajemy kilka magicznych istot: duchy, wampiry, i... personifikacje angielskich rzek. Poznajemy Mamę Tamizę, i Tatę Tamizę, którzy bynajmniej nie żyją ze sobą w zgodzie. Tata mieszka z synami-rzekami, a mama - z córkami. Każda z córek opiekuje się jednym z dopływów Tamizy, ich charakter zależy od tego, jaką rzeką się opiekują. Tyburn jest złośliwa i wybuchowa, a Fleet elegancka. Nie mogę się doczekać, jakie istoty poznam w kolejnych częściach.

No właśnie - od razu po skończeniu "Rivers of London" wzięłam się do "Moon over Soho". Aaronovitch zastosował świetny trik - pod koniec pierwszej części ujawnił, z jakimi rodzajami morderstw będziemy mieć do czynienia. Zadziałało - już jestem za pierwszym rozdziałem drugiej części. Polecam!

środa, 22 stycznia 2014

Robert Galbraith "Wołanie kukułki"

Coś czuję, że Rowling od "Harrego Pottera" nie może znieść faktu bycia szufladkowaną jako twórczyni bajek o małym czarodzieju i grupie jego przyjaciół. Po świetnym obyczajowym "Trafnym wyborze" przyszedł czas na modny ostatnio gatunek - kryminał. Okazało się, że pisarze skandynawscy nie mają monopolu na ten rodzaj książek...

Ale zaraz... Książka jest autorstwa niejakiego Roberta Galbraitha, a nie Rowling! Nic bardziej mylnego. Rowling przybrała to nazwisko jako pseudonim literacki (niczym Mary Anne Evans, która pisała pod pseudonimem George Eliot) aby sprawdzić, czy dobra literatura sama się obroni. Książka sygnowana nieznanym nazwiskiem jednak nie odniosła spektakularnego sukcesu. Ale wystarczyło, aby Rowling przyznała się do swojej książki, aby ta trafiła na pierwsze miejsca list bestsellerów. Afera wokół książki skusiła i mnie na jej przeczytanie. 

Cormoran Strike (tak!) to prywatny detektyw, o którym powiedzieć, że dużo przeszedł w życiu, to mało. Poznajemy go w momencie rozstania z narzeczoną, kiedy nie ma gdzie spać, a jego cały dobytek mieści się w jednym kartonowym pudle. Do tego jego kariera w wojsku została zakończona z powodu odniesionych ran w Afganistanie. Jest też nieślubnym dzieckiem słynnego piosenkarza, który nie chce mieć z nim nic wspólnego, a do tego jego aparycja przypomina tę boksera po stoczeniu dziesiątek walk. Przegranych.

Na drodze Cormorana staje Robin, nowa sekretarka, która została przysłana z agencji zatrudnienia na tydzień, aby pomóc mu ogarnąć sprawy biurowe. A tu nie ma co ogarniać - piętrzące się wezwania do zapłaty plus brak telefonów od klientów nie wróżą jasnej przyszłości. Ale wszystko zmienia się z wizytą Johna Bristowa, który chce wynająć usługi Cormorana. Chodzi o jego młodszą siostrę, Lulę, która była znaną modelką, a której śmierć sprzed 3 miesięcy nie schodziła z pierwszych stron gazet. Policyjne dochodzenie wykazało, że Lula popełniła samobójstwo, skacząc z okna swojej rezydencji. Ale czy aby na pewno czegoś nie przegapili..? Razem z Cormoranem i Robin badamy tajemniczą śmierć Luli, a cała spawa nabiera tempa, aż do zaskakującego zaskoczenia...

Klimat rodem z "Sin City", książkę gorąco polecam, nie tylko miłośnikom kryminałów! Rowling znalazła przepis na tworzenie doskonałych książek. Nie tylko fantastycznych, ale też obyczajowych i kryminałów. Z niecierpliwością czekam na jej  kolejne publikacje. 

wtorek, 27 sierpnia 2013

Camilla Lackberg "Księżniczka z lodu"

Jedna ćwiartka ludzi w autobusach czyta "50 twarzy Grey'a", druga "Grę o tron", trzecia gazety, a czwarta kryminały Camilli Lackberg, szwedzkiej pisarki o urodzie naszej rodzimej celebrytki, Kasi Zielińskiej. Jak podaje Wikipedia, Lackberg od zawsze marzyła o pisaniu, a kurs pisania kryminałów zafundowali jej mąż i teściowa. I ten warsztat rzeczywiście widać. Całość zbudowana poprawnie, według odpowiedniego schematu, a rozwiązanie wcale nie jest takie oczywiste, do ostatniej strony nie wiedziałam "kto zabił".

Erica, pisarka, przybywa ze Sztokholmu do małego rodzinnego miasteczka, aby uporać się z majątkiem zmarłych rodziców. Jej przyjaciółka z dzieciństwa, Alex, zostaje w tym czasie znaleziona martwa w zamarzniętej wannie pełnej wody i krwi z podciętych nadgarstków. Erica nie wierzy w samobójstwo - no i słusznie, jak się okazuje. Interesuje się morderstwem Alex, w czym pomaga jej towarzysz dziecięcych zabaw, Patrick, który przy okazji okazuje się policjantem, któremu zależy na rozwikłaniu zagadki "kto, czym, i dlaczego". Oczywiście historia odkrywa mroczne strony historii bogatych rodów w miasteczku, zbliża do siebie Erikę i Patrika, którzy sobie tylko znanymi sposobami odkrywają fragmenty układanki, stosując sobie tylko znane metody pozyskiwania informacji.

Alex zostaje znaleziona martwa w wannie pełnej wody wymieszanej z krwią. W dniu, kiedy to przeczytałam, zaczęłam też grać w grę "Still Life", w której kierujemy Victorią, agentką FBI, która rozwiązuje zagadkę tajemniczych morderstw kobiet. Pierwszą sceną gry jest przybycie Victorii na miejsce najnowszego morderstwa. W opuszczonym budynku znaleziona zostaje zamordowana kobieta -- która leży w wannie. Jej widok zjeżył mi włosy na karku i przyprawił o szybsze bicie serca. 

Lackberg wydaje się być bardzo płodną młodą autorką. W 2011 wydała "Księżniczkę z lodu", a z tego co czytałam, wydała już ok. 7 powieści kryminalnych. Dobre na odmóżdżenie się po ciężkim dniu pracy, zakładam, że sięgnę po kolejne części przygód Eriki i Patrika. Ale czy wszystkie książki, za które ostatnio się biorę muszą mieć miejsce w zimowej, śnieżnej scenerii? 

poniedziałek, 15 lipca 2013

Tomasz Bochiński, Agnieszka Chodkowska-Gyurics "Pan Whicher w Warszawie"

Ostatnie dwa tygodnie były bardzo słoneczne, przez co po pracy zdarzało mi się pędzić do domu, jeść obiad, wsiadać na rower i jechać nad jezioro. Słońce, koc, czereśnie - i oczywiście książka. Ostatnio w moje ręce wpadł kryminał polskich autorów zainspirowanych historią. Skrupulatnie sprawdzili to, jak wyglądała Warszawa w roku 1862. Układy ulic, ich nawierzchnia, hotele, kluby i postaci. Chylę czoła przed tak żmudną pracą. 

Bohaterem książki jest Jonatham Whicher, angielski detektyw, który jest postacią historyczną i w tym roku rzeczywiście przebywał w Polsce. Jego zadaniem było stworzenie wydziału detektywistycznego w warszawskiej policji, co dało autorom pretekst do wplątania Whichera w zagadkowe morderstwa w naszej stolicy. Whicher szerzej znany jest z książki Kate Summerscale "The suspicions of Mr. Whicher". Summerscale zebrała dokumenty na temat głośnego morderstwa dziecka w domu arystokratów z Road Hill. Książka ma charakter dokumentu-dziennika, który z detalami opisuje wydarzenia po przyjeździe Whichera na angielską prowincję. Whicherowi udaje się rozwiązać zagadkę "kto zabił", jednak koneksje wysoko urodzonego mordercy nie pozwalają mu na całkowite zamknięcie sprawcy. Można nawet powiedzieć, że prawda, którą odkrył Whicher (a także publiczne pranie brudów arystokratycznej rodziny, do którego się przyczynił) wcale nie przełożyła się na jego prestiż i uznanie w detektywistycznym świecie. 

A teraz Whicher przybywa do Warszawy i zostaje przydzielony do pracy razem z Mikołajem Czernyszewskim, rosyjskim detektywem. Ich zadaniem jest ustalenie, kto zabija polaków. Zabija, i masakruje ich ciała, co uniemożliwia identyfikację. Zwroty akcji przenoszą nas z domów arystokracji do fabryk, hoteli, magazynów, a nawet do domu wróżki, u której Whicher odbywa seans. Whicher bierze na siebie jeszcze jedno, dodatkowe zadanie, kiedy ginie żona wysoko postawionego hrabiego, a na jaw wychodzi zaginięcie jego córki. Whicher za punkt honoru stawia sobie nie tylko znalezienie mordercy hrabiny, ale także ustalenia tego, co stało się z jej córką. Uciekła z kochankiem do Ameryki, kryje się w Paryżu, a może zginęła, tak jak jej matka? Domysłom nie ma końca. 

Ciekawym aspektem książki są opisy politycznych spotkań "czerwonych" i "białych", dwóch frakcji politycznych. Akcja toczy się w przededniu powstania styczniowego, a uczestnicy tych politycznych spotkań są postaciami historycznymi. Niestety natłok postaci sprawił, że nie byłam do końca pewna świadkiem którego spotkania jestem - białych, czy czerwonych..? Ten wątek polityczny szybko przebiegałam wzrokiem i wracałam do części kryminalnej książki. 

Moimi ulubionymi epokami są właśnie epoka wiktoriańska (czyli druga połowa XIX wieku), w czasie której żył Jonatham Whicher, oraz epoka edwardiańska, czyli początek XX wieku obejmujący czasy panowania syna królowej Wiktorii. O tyle o ile książka Bochińskiego i Chodkowskiej pełna jest smaczków ukazujących epokę wiktoriańską, o tyle sama fabuła pozostawia wiele do życzenia.Mnogość postaci, które nie są wyraziste, tempo akcji, polityczne zagrywki - nie do końca się w tym orientowałam. 

Po książkę sięgnęłam po obejrzeniu sześcioodcinkowego dokumentu BBC "Victorian Farm", w czasie którego 3 osoby przez okrągły rok żyły na farmie stylizowanej na wiktoriańską. Gotowanie, pranie, karmienie zwierząt, obsługa wiktoriańskich maszyn - to tylko niektóre z obowiązków, przed którymi musieli stanąć bohaterowie - trójka historyków i pasjonatów. 

Po tej serii nakręcone zostały jeszcze "Edwardian Farm" oraz "War time farm". A także moje ulubione "Victorian Pharmacy".

Jedną z fascynatek okresem wiktoriańskim jest Ruth Goodman, bohaterka wszystkich wymienionych serii. Zastanawiałam się, jak po roku spędzonym na wiktoriańskiej farmie mogła wrócić do "normalnego" życia. Znalazłam na to odpowiedź - od tamtej pory kręci dalsze części "farm", przestała też używać detergentów i jeść przetworzoną żywność. Mi nastrój "naturalnych wyrobów" udzielił się po 6 godzinnych odcinkach, nie dziw więc, że Goodman udzielił się po roku mieszkania na takiej farmie. Serie BBC oczywiście polecam!

poniedziałek, 25 marca 2013

Patricia Cornwell "Z nadmiernym okrucieństwem"

Kolejna książka Cornwell o przygodach patolog Kay Scarpetty. Tym razem mamy egzekucję więźnia na krześle elektrycznym, + tajemnicza śmierć nastolatka i kobiety parającej się astrologią, które łączą się z morderstwem popełnionym przed laty. Tak jak wcześniej, Kay ma problemy nie tylko w pracy, ale także uwikłana zostaje w polityczną grę, którą zdaje się przegrywać. Muszę przyznać, że będzie to chyba ostatnia książka Cornwell po którą sięgnęłam. Zatrważająco niski poziom nie tylko pisarstwa, ale też samej intrygi. Nie mogłam doczekać się końca, ale i tak dalej brnęłam i razem z Kay i Lucy, jej siostrzenicą, szukałam mordercy. Lucy zostaje hakerką, Kay politycznym wyrzutkiem, który odmawia zdementowania oczerniających ją plotek. Dzisiaj czas na bardziej ambitną lekturę.

środa, 20 marca 2013

Patricia Cornwell "Ofiary przypadku"

Patrica Cornwell to taka "lotniskowa pisarka" - jej książki kojarzą mi się z terminalowymi księgarniami w stylu "3 książki za 5 funtów". Takie książki są też często do kupienia w sklepach z używaną odzieżą. I właśnie dzięki książce z takiego sklepu poznałam dr Kay Scarpettę, bohaterkę serii prawie 20 książek Cornwell. Scarpetta (wiem wiem, nietrafione nazwisko:)) jest patologiem w Richmond, Wirginii. "Ofiary przypadku" to 3 książka Cornwell. 2 wcześniejsze miałam okazję czytać, aktualnie jestem w trakcie czytania 4 książki, "Z nadmiernym okrucieństwem". 

Trzeba przyznać, że książki Cornwell wciągają. Mają w sobie dużo z CSI, ale podchodzą do spraw bardziej od strony medycznej niż policyjnej. To Marino, współpracownik Kay jest odpowiedzialny za akcje w policyjnym "stylu". Tym razem ich zadaniem jest rozwiązanie sprawy morderstw młodych par. Morderstwa mają miejsce wokół jednej z siedzib CIA, przy każdej parze znaleziona zostaje karta - jaka - to widać na załączonej okładce. Śledztwo toczy się leniwie do czasu, aż zamordowana zostaje córka Pat Harvey, wysoko postawionej pani gubernator. Scarpetta wplątana zostaje w polityczną intrygę, musi radzić sobie z problemem swojego wizerunku w mediach, z polityką, sprawami sercowymi i koleżeńskimi. Niestety, tak jak u Samuela Becketta wiedziałam "kto zabił", albo chociaż mogłam spekulować na ten temat, tak tutaj nie jest to możliwe. Zabójcę poznajemy dopiero na ostatnich stronach książki, nigdzie wcześniej się nie pojawił. Trochę szkoda, zabójca mógłby pojawić się już wcześniej. 

Co zaskakuje, to upływ czasu. Wiadomo, CSI rozwiązuje sprawę w 2 dni, razem z analizą krwi, odcisków, DNA i balistyką. Ale u Cornwell śledztwo toczy się i toczy... Dr Scarpetta ma przełom w śledztwie, chce skontaktować się z Marino, który jest niedostępny. Kontaktuje się z nim po kilku tygodniach i dzieli się swoim odkryciem. Ta da! Ważna sprawy załatwiane przez miesiąc. Fabuła ciekawa, ale muszę przyznać, że to najsłabsza część jaką do tej pory czytałam.

sobota, 1 grudnia 2012

Alex Kava "Śmiertelne napięcie"

Biblioteki. Po przeprowadzce do Warszawy zastanawiałam się, czy tutaj istnieją. Ludzie czytają w empikach, no i zwyczajnie stać ich na książki. A czytanie w metrze modne, o czym już wspominałam (i co mnie bardzo cieszy). Zatęskniłam za moją bydgoszczaną biblioteką, 50m od mieszkania, gdzie miałam zaszczytny numer 163, zawsze byłam witana uśmiechem, a nowości często dobierane były na podstawie tego, co akurat wypożyczałam (kolejne części Świata Dysku Pratchetta!). I tak oto na mapie, w promieniu 0,5km od mieszkania znalazłam bibliotekę. Głodna czytania, przeczytałam już wszystko co było w mieszkaniu pod ręką, w deszczowy wieczór postanowiłam zrobić sobie mały spacer. Biblioteka była ładnie oświetlona, a w drzwiach stał miły Pan Bibliotekarz. Przywitał mnie uśmiechem, i upewnił się, czy aby na 100% jestem pewna, że chcę się zapisać. Jasne ściany, półki pełne książek ułożonych tematycznie i wg krajów, buszuję, a Pan B. wyrabia mi kartę -- która będzie podłączona do mojej karty miejskiej, więc na pewno nigdy jej nie zapomnę. Buszuję, mam już na oku kilka potencjalnych opcji, a moja karta dalej się tworzy. Podchodzę, pytam, czy już. A Pan B na to: "a nic panie nie wypożycza?". I tak oto samopas zapuściłam się między półki. Zdziwił mnie trochę podział książek: Pilipiuk był trochę w fantastyce, trochę w literaturze polskiej; Orhan Pamuk był w lit. angielskiej, a Terry Pratechett w fantastyce, prócz 1 książki, która była w naukowym dziale. Wybrałam na chybił-trafił 4 pozycje.Biblioteka może i nie jest duża, ale wyczuwam jej potencjał. Będzie moją kopalnią lektur na jakiś czas. 

Co ma z tym wszystkim wspólnego Alex Kava? Wszystko. Dział "kryminały" i leży na samym wierzchu. Z Kavą to jak z Murakamim: ludzie o tym mówią, czytają - a ja tego nie znam. Myślałam, że to skandynawski kryminał, ale nie, amerykański. Co więcej - Alex Kava to kobieta! Zdziwiło mnie to niezmiernie, z zaciekawieniem zaczęłam czytać jeszcze tego samego wieczora. Bohaterką jest Meggie, agentka FBI, oraz jej przyjaciel Ben, lekarz. Spotykają się dopiero na ostatniej stronie książki, każde z nich jest świadkiem pozornie nie związanych ze sobą wydarzeń. Meggie jest taka jaka być powinna: silna, a jednocześnie kobieca, nie potrafi sformułować swoich uczuć do Bena, doskonale poznaje się na ludziach, jest uczciwa, prawa i skromna. Każdy darzy ją respektem i sympatią. A ci którzy nie darzą - wiadomo, że są czarnymi charakterami tej historii. 

Kolejnego dnia wzięłam tę książkę ze sobą do tramwaju. Muszę przyznać, że nadaje się idealnie. Krótkie rozdzialiki, konkretne, szybko się czyta. W sumie to kolejnego wieczoru miałam ją już przeczytaną. Nie chcę streszczać fabuły, powiem tylko, że jest dość... mało realistyczna. W życiu widziałam z 2 odcinki "Z Archiwum X", ale pewnie tak wyglądałby jeden z jego odcinków. Tajemnicze okaleczenia bydła w Nebrasce, grupa nastolatków porażona prądem, i dzieci w szkołach zatrute jedzeniem ze stołówki. Rozwiązanie jest tak marne i naciągane, że aż strach. Do tego nastolatka manipulująca przyjaciółmi tak, że 4 ginie. Absurd goni absurd, a krótkie rozdzialiki jeden za drugim, kartka za kartką, kończą się. Historia wciągająca, na pewno plusem książki jest wartkość akcji i braz zbędnych słów. Kava pisze konkretnie, a książka wręcz jest stworzona pod ekranizację. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z takimi opisami gestów, jak "uniósł palce z boków głowy aby wziąć coś w cudzysłów", albo "zakręcił palcem przy skroni, pokazując, że ktoś tam ma nierówno pod sufitem". Nic, tylko filmować. Do roli nastolatków wziąć jakieś sławy z show Myszki Miki, Meggie zagra jakaś ładna i zwiewna mimoza, a Bena jakiś ciemnowłosy amant. I historia gotowa. Nic, tylko sprzedawać bilety do kin i trzepać kasę. Stawiam że prędzej niż później tak się stanie. Tym bardziej, że Kava nie przestaje pisać.

niedziela, 11 listopada 2012

Joy Fielding "The Deep End"

Długo szukałam okładki "Deep End" (chyba nie została przetłumaczona na język polski, w każdym razie w dorobku Joy Fielding w polskich księgarniach nie ma żadnej książki, której bohaterką byłaby Joanne -- wiadomo, "The Deep End", tak jak tytuły filmów, mógłby zostać przetłumaczony pokracznie), aż znalazłam dokładnie taką, jaką miał mój egzemplarz - widać, że pochodzi z lat '80tych, do tego ta koszmarna czcionka i zdjęcie bladej dziewczyny bez wyrazu, jak z teledysku.

Bohaterką jest 41-letnia Joanne, żona Paula i matka 2 córek. Pewnego dnia Paul oznajmia, że "musi odpocząć" i prosi o separację na jakiś czas. Jak przykładna żona, matka i pani domu, Joanne nie wie co ze sobą zrobić, rozpacza, nie potrafi nic zrobić sama w domu i co chwilę dzwoni z najmniejszym problemem do męża. I z tęsknoty za nim wzdycha i piecze jego ulubione cytrynowe ciasta w nadziei, że jak już wróci, to będzie miał co jeść. Konkurs na lepsze ciasto wygrała w przeszłości z jego matką. Chyba największą zaletą tej książki jest przemiana, jaką Joanne przechodzi. Na koniec twardo się targuje, stawia warunki, i o mało co nie idzie do łóżka z młodym trenerem tenisa.

Ciekawa jest jej najlepsza przyjaciółka od dzieciństwa i sąsiadka, Eve, która mieszka razem z Brianem, jej mężem policjantem. Eve jest pewna siebie, dosadna, chętnie opowiada o seksie z mężem i o tym, jak bardzo nienawidzi swojej matki. Nie wiem jak to możliwe, ale dopiero potem wychodzi, że kłamała o wszystkim. Chyba jednak Joanne nie jest taką dobrą przyjaciółką na jaką to wszystko się zanosiło. Eve ma depresję, rozpada się i biadoli, że zaraz umrze, a żaden z lekarzy nie potrafi jej pomóc. Cicha zmowa przeciwko niej.

Paul zaczyna spotykać się z "little Judy", a Joanne dalej gra cierpiętnicę i wierzy, że mąż do niej wróci. Na osiedlu grasuje gwałciciel-dusiciel, który morduje panie domu, takie jak Joanne. Po odejściu męża zaczynają się telefony z pogróżkami, że będzie następna. Oczywiście nikt Joanne nie traktuje poważnie, która co chwilę uruchamia świeżo zamontowany alarm, na prawo i lewo paple, jaki jest kod dostępu, gubi klucze, i w ogóle jest roztrzepana. 

Potencjalnych morderców jest kilkoro - w książce występują poboczni mężczyźni, którzy mogliby to zrobić: Brian - mąż Evy, trener tenisa, budowniczy basenu w ogrodzie (stąd tytuł "The Deep End - basen ma oryginalny kształt i jedną część głębszą), szef i pacjenci lekarza, u którego zaczyna pracować Joanne, a wreszcie podejrzenia padają nawet na... Eve! Wreszcie dusiciel dzwoni i mówi wprost, że zaraz do niej przyjdzie. Co robi Joanne? Nie włącza alarmu i idzie spać. Morderca ją atakuje, a finalna akcja rozgrywa się w tytułowym "deep endzie" basenu. Bohaterka tak nieporadna życiowo że o boże. Oczywiście mąż wraca do niej, a ona dalej piecze mu ciasta.