Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 stycznia 2014

Isabelle Lafleche "Kocham Nowy Jork"

Przechodzę samą siebie. 2 posty z rzędu! A jest już połowa miesiąca, a ja dopiero przeczytałam 2 książki w Nowym Roku. 

"Kocham Nowy Jork" zachwyci miłośników Bridget Johnes. I chociaż Catherine, główna bohaterka, ma świetną pracę, mnóstwo pieniędzy, do tego jest piękna, a jej zainteresowania plasują się w obrębie sztuki nowoczesnej i mody, potrafi zaliczyć niezłe wpadki. I pięknie z nich wybrnąć. Oscara za jedną ze scen, gdzie siedzi w samolocie obok swojego szefa, pomaga mu napisać przemówienie, ale ze stresu obrzyguje wszystko. Łącznie z przemówieniem. A na zebraniu szef postanawiam przywołać tę niezręczną scenę, aby móc improwizować swoje przemówienie. HA-HA.

Od początku. Catherina jak mały samochodzik zachrzania w paryskiej kancelarii prawnej, a po 6 latach harówki dostaje upragnioną posadę w głównej centrali firmy, w Nowym Jorku. Jej życie nabiera jeszcze szybszego tempa, a ogrom spraw, którymi musi się zająć w firmie jest przytłaczający. Na szczęście Catherine ma swojego wiernego asystenta, Rikasha, indyjskiego geja. Razem chadzają na zakupy i obgadują fajnych facetów. Jak na Bridget J. przystało, Catherine zakochuje się w Hugh Grancie, aby na koniec skończyć w ramionach statecznego Mr. Darcy'ego ubranego w sweterek w romby i skarpetki z trzmielami. 

Jak na romansidło - nadzwyczaj dobra książka. Z niecierpliwością czekam na drugą część "Kocham Paryż". Jaki widać, romansidła czytam w max. 2 dni :)

czwartek, 3 października 2013

Anna Ficner - Ogonowska "Alibi na szczęście"

Tak tak, dzisiaj będzie o romansidle. Sama w życiu bym po nie nie sięgnęła, ale książka ta krąży wśród moich współpracowniczek, które się nią zachwycają i kupiły już pozostałe 3 części. W ramach socjalizowania się, postanowiłam ją pożyczyć i przeczytać. Szło mi opornie. Zastosowałam metodę "z grubsza przejrzeć, i jak w "Modzie na sukces" - nie oglądając serialu przez pół roku i tak wiadomo o co chodzi". 

I tak oto mamy Hankę - młodą nauczycielkę polskiego, i jej przyjaciółkę Dominikę, panią stomatolog.  Po drugiej stronie są partnerzy biznesowi w biurze architektów: Przemek i Mikołaj. Wiadomo - całą książka będzie o ich niecnych podchodach, więc nie będę streszczać fabuły, która niczym nie zaskakuje. Ale czego można się spodziewać po autorce, która używa w książce słów "rozmamłany", "rozpierdacja" i "nie ma "pip" we wsi"? Mój niekwestionowany faworyt, suchar dnia: 

Dominika powiedziała jeszcze, że Hanka bardzo dużo w życiu przeszła.
- Co to znaczy "dużo przeszła"?  (..)
- No chyba nie to, że robi konkurencję Korzeniowskiemu!
Ha-ha-ha. Byłam wczoraj w banku, siedzę z poważnym panem w gabineciku, wypełniającym poważny wniosek. Dzwoni mój kolega, a dialog wygląda mniej więcej tak:

On: - Słuchaj, wymyśliłem suchar. Jaka jest najbardziej poczytna książka wśród miłośników herbaty..?
"50 twarzy earl greya" :D
Ja: ...
Jego suchar wymyślony na poczekaniu jest lepszy niż cała książka pani Ficner-Ogonowskiej. 

Hania i Dominika są młode, zarabiają duże pieniądze, a doświadczenia w pracy mogą im pozazdrościć emerytowane nauczycielki i stomatolożki. Nie powiem, z wykształcenia jestem nauczycielem, a nie pracuję w zawodzie właśnie przez niskie zarobki. Ale co tam nagnijmy rzeczywistość. Hania-belferka jeździ Lexusem, mieszka w Warszawie w domu z ogrodem, a w wolnym czasie najchętniej siedzi przy kominku na którym wesoło skaczą iskierki. Skąd ma takie pieniądze..? A tak, miała bogatych rodziców, którzy zginęli i cały majątek przypadł jej. Jak utrzymuje dom i takie auto?!? Przemek i Mikołaj mają świetnie prosperujące biuro architektów, które jest wręcz zasypywane zleceniami. Ich jedyną rozterką jest to, czy wybrać zlecenie w Pradze czy nie..?

Nie muszę chyba dodawać, że na moim biurku piętrzą się już kolejne 2 tomy, które dziewczyny entuzjastycznie mi znoszą. Jedna z nich pyta: "Czy to ty masz u siebie "Alibi na szczęście""? A ja zrozumiałam Ali B. (jak Ali G.) i zastanawiam się, o czy mówi. Mam nadzieję, że nie powstanie 5 część tego gniotu. Kto to w ogóle czyta?!? A nie, chyba wiem kto...

poniedziałek, 26 listopada 2012

Erica James "Gardens of delight"

Za tę książkę Erica James w 2005 roku otrzymała nagrodę Romantic Novel of the Year. Nagroda ta przyznawana jest od 1960 roku, a James czterokrotnie docierała do finału, jednak nigdy wcześniej nie została nagrodzona. Ponoć jury było jednogłośne, jednak na mnie taka nagroda nie zrobiła wrażenia - wręcz przeciwnie, spodziewałam się ckliwego romansidła. Książka idealna do metra/pociągu, lekka i niezobowiązująca. 

Bohaterów jest kilku, czasem są ciekawe przejścia, kiedy jedno zdarzenie widzimy oczami dwóch osób, i każda inaczej się do niego odnosi emocjonalnie. Najpierw myślałam, że główną bohaterką jest Helen, kobieta w średnim wieku, która przeprowadza się do angielskiego Swanmere razem ze swoim świeżo poślubionym mężem Hunterem, dwukrotnym rozwodnikiem (!). Razem z Helen poznajemy miasteczko i jego mieszkańców, w większości zapalonych ogrodników. Helen i Hunter wprowadzają się do zaniedbanej posiadłości, w której wcześniej mieszkała niejaka Alice, która miała fisia na punkcie swojego ogrodu. Helen postanawia przywrócić mu świetność, w czym pomaga jej Orlando, młody chłopak, który pragnie zostać ogrodnikiem-architektem. Razem z Orlando mieszka jego przyjaciółka Lucy (na początku byłam pewna, że są parą - mieszkają razem, gotują. A tu nagle w połowie książki - a jednak nie są!), również ogrodnik. Przyjacielem zmarłej Alice jest Mac - zainteresowany ogrodnictwem - który po udarze mieszka ze swoim bratankiem, Conradem. I tak oto oni wszyscy spotykają się podczas spotkań klubu ogrodniczego, zaprzyjaźniają się, i postanawiają razem jechać do Włoch nad jezioro Como. Ale sama wyprawa zaczyna się dopiero w połowie książki... Weźmy pod lupę poszczególne postaci.

Lucy - według mnie najbardziej realistyczna i budząca sympatię postać. Na koniec książki miałam wrażenie, że to jednak ona, a nie Helen, jest główną bohaterką książki. Targana wątpliwościami, zazdrosna o Orlanda, czuje niechęć do ojca, który zostawił ją i jej matkę kiedy była nastolatką dla swojej miłości dla której opuściła Anglię i przeniósł się do Włoch... nad jezioro Como. Najbardziej zaskakująca rzecz - w sztampowym romansidle Lucy skończyłaby w ramionach Orlanda, zastanawiając się, czemu przez całe życie była ślepa. Każdy wie, że Lucy i Orlando są dla siebie stworzeni. Aż we Włoszech Lucy poznaje Alessia - przystojnego pianistę, lovelasa, i w sumie kuzyna. Ognisty romans, powrót do Anglii, już już, prawie że utulone złamane serce w ramionach Orlanda (a ja szepcę - ale to sztampa!) a tu... tadam! Pojawia się Alessio, wynaje Lucy miłość i proponuje, żeby zamieszkała z nim we Włoszech. As simple as that. Współlokatorem i przyjacielem Lucy jest...

Orlando - ogrodnik, przyjaciel Lucy. Taka typowa "miękka buła", nie ma własnego zdania i daje sobą manipulować. Teoretycznie na koniec powinien przejrzeć na oczy i być szczęśliwy z Lucy. Tak się też stało, ale Lucy jest już z Alessio, swoim italian lover. Lucy jest zazdrosna, gdy Orlando daje się uwieść intrygantce...

Savannah, vel Savvie - wspomniana rozpuszczona córka Huntera z wcześniejszego małżeństwa. Śliczna, nic nie robi, tylko doi ojca z kasy. Do Swanmere przyjeżdża tylko na weekend - zostaje ze względu na Orlando. W ramach pocieszenia Hunter, który wyjeżdża do Dubaju w interesach, kupuje jej "samochód", czyli najmodniejsze cacko na rynku. Z czasem Savvie zaczyna doceniać swoją macochę...

Helen - miałam wymienić ją jako pierwszą, ale na koniec traci w moich oczach. Żona Huntera, pewna siebie, silna, odpowiedzialna, pracowita i pełna dobrych manier - jest uosobieniem praworządnego bohatera. I chociaż dręczą ją wspomnienia o matce, która popełniła samobójstwo, zajmuje się Emmą, swoją babcią, która ją wychowała. Emma jest w domu starców, a Helen oczywiście odwiedza ją tak często, jak tylko może. Helen pracuje razem z Annabel, z którą organizują doraźną pomoc dla seniorów. Kiedy Hunter jest w Dubaju, w ramach "nauki zasad dobrego wychowania" Helen zabiera Savvie ze sobą do pracy, aby pomagać pani Jenkins podczas wizyty u lekarza. Pierwszymi osobami, które Helen poznaje w Swanmere są...

Mac (i jego pies Fritz) - starszy pan po wylewie, udarze czy innym zawale, któremu bratanek Conrad proponuje mieszkanie z nim, aby móc się nim opiekować. Dawny przyjaciel Alice, opowiada Helen o jej domu i ogrodzie. Mac (myśląc o nim wyobrażam sobie Maca Taylora z CSI NY) jest czarujący, hipotetycznie idealne remedium na wiecznie nieobecnego Huntera, tak sobie myślałam. Ale jednak nie. Helen zakochuje się w...

Conradzie - bratanek Maca, tłumacz japońskiego. Skryty, przeżył traumę po śmierci żony i nienarodzonego dziecka. Szarmancki, z jednej strony walczy o Helen, z drugiej nie chce zniszczyć jej małżeństwa. Koniec końców niszczy je Hunter...

Hunter - mąż Helen i pewny siebie biznesmen. Wyjeżdża do Włoch ze wszystkimi, ale musi przerwać swoją wycieczkę i udać się do Dubaju - interesy wzywają. Oczywiście wydaje się, że ma romans z Annabel, przyjaciółką Helen. Helen wyznaje, że poślubiła go tylko dla pieniędzy, aby móc zapewnić Emmie godziwe warunki do starzenia się. Aż...

Pani Jenkins - ledwo wspomniana klientka ośrodka Helen. W dniu kłótni i odkrycia zdrady Helen dowiaduje się, że pani Jenkins zostawiła jej piękny dom i pieniądze. Helen rozwodzi się z Hunterem, bierze do siebie Emmę i żyje długo i szczęśliwie z Conradem. I Mackiem, który okazuje się ojcem Conrada.

Lucy wyjeżdża do Włoch, godzi się z ojcem i zaprzyjaźnia z jego nową żoną i jest szczęśliwa z Alessiem. Co z Orlandem - nie wiadomo.

A co do samego jeziora Como i tytułowych "Gardens of Delight"... kto by nie chciał pojechać w TAKIE miejsce?