Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 maja 2013

Mark D. White, Robert Arp, "Batman and philosophy. The dark knight of the soul"

Wait... what?!? Tak tak, filozofia w Batmanie. Sam komiks wydawany przez DC Comics jak dla mnie jest o wiele poważniejszy i brutalniejszy niż seria filmów z Christianem Balem w roli Bruca Wayna. Ale może jeszcze się rozkręci. 

Co do samej książki - autorzy próbują wytłumaczyć zachowanie różnych postaci czerpiąc z historii filozofów. I tak oto przytaczają teorie i przykłady sytuacji starć Batmana i Jokera, jeden z rozdziałów poświęcając temu, dlaczego Batman nie zabija Jokera, aby powstrzymać go przed nieuniknioną ucieczką z Arkham Asylum i mordowaniem całej rzeczy ludzi? Dlaczego w Batmanie jest tyle złości? Jak to jest, że współpracuje z Gordonem? Czy moralnie dopuszczalne jest, aby Batman trenował Robina? Czy śmierć bliskich ma na Batmana jakikolwiek wpływ? Muszę przyznać, że poszczególne rozdziały i teorie zaprezentowane zostały w przystępny i przejrzysty sposób. Jest i Foucault, jest i Arystoteles, jest i Nietzsche. Sama śmietanka. Czasem niektóre teorie wydają się dość "naciągane", ale mimo wszystko całość zgrabnie złożona jest w zbiór felietonów/ciekawostek/wykładów. Polecam wszystkim fanom, i nie tylko. 

Ten post tak na prawdę jest tylko pretekstem do tego, aby zaprezentować wydawnictwo DC Comics i mnogość komiksów, które wydają. No właśnie - komiksy to również jedna z gałęzi literatury. Traktowana po macoszemu, ale jednak. To DC Comics stworzyło Batmana czy Supermana, a także moich ulubionych "Watchmenów". Można się spierać, czyi bohaterowie są lepsi - DC Comics czy Marvela. Ja nogami i rękami głosuję za DC Comics. Przede wszystkim dlatego, że jego imprintem jest Vertigo, wydawnictwo, które silnie ukształtował m.in. Neil Gaiman i jego "Sandman", historia o rodzeństwie, utożsamiającym różne siły. Według wieku, te rodzeństwo to: Destiny, Death, Dream, Destruction, Despair, Desire, Delirium:
Szczerze polecam!

Vertigo, obok Sandmana, wydało jeszcze moje trzy ulubione komiksy:

1) Transmetropolitan
 Cyberpunkowy komiks, którego głównym bohaterem jest Spider Jerusalem. Komiks ma wszystkie najlepsze cechy cyberpunku w najczystszej postaci.
2) Fables
Istnieje miasteczko, które zamieszkane jest przez postaci z bajek. Burmistrzem jest Królewna Śnieżka, szeryfem wilk. Jest i żigolo Prince Charming, który porzuca swoje kochanki: Kopciuszka, Śpiącą Królewnę i Śnieżkę, szukając swego następnego celu. Jest i przeciwnik, Gepetto, który konstruuje armię drewnianych żołnierzy, które atakują miasteczko baśniowych istot. Swego czasu powstał serial "Once upon a time", który jednak wypada blado przy intrygach z "Fables".

3) Preacher

Historia kaznodziei, Jessiego Custera, który wyrusza poprzez Stany Zjednoczone, aby odnaleźć Boga, który opuścił niebo. Razem z nim podążają jego dziewczyna Tulip, i Cassidy, irlandzki wampir. Mieszkanka co najmniej wybuchowa. Komiks pełen drastycznych i obraźliwych scen. Dla czytelników o mocnych nerwach.

Dopiero brnę poprzez zeszyty Vertigo, i nie widzę końca. Czytałam "House of Mystery" tylko po to, aby porzucić je dla "Lucyfera", pobocznej historii z "Sandmana". Powiem jedno - w Vertigo każdy znajdzie coś dla siebie. Tak jak w DC Comics. Teraz biorę na tapetę "Batmana".

środa, 3 października 2012

"Ta straszna Środa?" wywiad z Magdaleną Środą






Jestem w domu, w sumie to chyba w domu rodziców, na Mazurach. Swojego domu ciągle szukam. Odwiedziny u babci odwiecznie kojarzą mi się z wojną na poglądy religijne i polityczne. Lewica kontra prawica, kościół, telewizja, programy i gazety, które głoszą "jedyną prawdę". Najeżona, zawsze kłóciłam się, i głośno wyrażałam swoje poglądy. Aż do dzisiaj - rozmawialiśmy o bezrobociu, o pracy za granicą, o tym, że założenie i utrzymanie rodziny w dzisiejszych czasach to wyczyn na miarę zdobycia Mount Everestu. Nawet nie chciało mi się kłócić. "Jednej jedynej prawdziwej telewizji" nie oglądam, bo i nie mam telewizora. O tym, że czytam "Wprost" wolę się nie dzielić. I zdałam sobie sprawę, jak mało wiem o polityce i XX wieku (w szkole historia zawsze była przerabiana od starożytności do ~XIX wieku, I wojny światowej jak dobrze poszło).

Wczoraj leżąc w łóżku, zamiast po książkę, sięgnęłam po "Świat Wiedzy" (chyba każdy miał w domu niebieskie segregatory pełne podziurkowanych kartek, największą frajdę sprawiało układanie ich kolorami). Część: historia. A tam: dowiedziałam się, kim był Axel Springer, że Arafat nie był Izraelczykiem, a Wałęsa jest czasem krytykowany. Jedna karta była poświęcona trzem feministkom: Kate Millett, Germaine Greer i Simone de Baevuoir. Muszę przyznać, że czytałam tylko dwie ostatnie. Ale mimo wszystko - były na kartach historii, opisane jako feministki, czyli kobiety przełomowe, a nie takie babochłopy. I tak sobie pomyślałam: no dobra, nawet lubię nasze swojskie feministki, Graff, Szczuka, Janion, Gretkowska. Każdej coś tam czytałam, książki, eseje, felietony. I Środa. Pamiętam, że była minister do spraw równości kobiet, wzbudzała kontrowersje i zakazywała kobietom nosić telefony komórkowe w kieszeniach spodni, bo to poszerza biodra i kobieta wydaje się gruba. Przaśne rzeczy.

Kim jest ta cała Magdalena Środa? Czy jest tak fajna jak pozostałe polskie feministki, tak samo aktywna i zaangażowana w walkę o równość kobiet w Polsce? Z ciekawości sięgnęłam po wywiad ze Środą wydany w formie książki. Trochę po łepkach śmignęłam przez dzieciństwo Środy, szkołę baletową i rozwód rodziców. Najbardziej zależało mi na tym, aby dowiedzieć się, jakie są jej poglądy. Doszłam do rozdziału poświęconego feminizmowi... i przepadłam. Pani profesor Środa jest odważna, mówi głośno o tym, co ja dopiero zdążę sobie pomyśleć. Jest taka, jaka ja bym chciała być w jej wieku. 

Co więcej, opowiadała o historii Polski, o tej części historii, o której ja nie mam pojęcia. O micie "Solidarności", o polityce. O tym, jacy byli Hausner, Jaruga-Nowacka i Kluzik-Rostkowska. Wspominała o Geremku, Jaruzelskim i Mazowieckim, postaciach, które kojarzę jedynie z nazwiska. Wywiad niby lekki, humorystyczny, ale zmusił mnie do wysiłku intelektualnego. Co więcej, zmusił mnie do wygooglowania powyższych postaci, byłam dumna z tego, że nie jestem ignorantką w takich sprawach. Bardziej poczułam się... głupia. Nie znam najnowszej historii Polski?!? Wałkowałam historię Anglii i Stanów, a rodzima historia leży odłogiem i zarasta, jak trójpolówka. Dzisiaj czas na płodozmian - zamiast fantastyki i kryminałów - dalsza lektura "Świata Wiedzy". Do historii, mości państwo!

P.S. Marzy mi się taka Polska... http://www.krytykapolityczna.pl/Czytajdalej/Miastajakodyskusyjneklubyksiazki/menuid-432.html

sobota, 22 września 2012

"Blood Angels" podręcznik do Warhammera 40,000


Trochę z innej beczki: Kodeks do Blood Angles, jednej z armii Warhammera 40,000. Warhammer 40,000 to system niezwykle rozbudowany, który obejmuje całe wszechświaty z planetami zasiedlonymi przez przeróżne stwory, które tworzą swoje armie. Każda ma oczywiście swój własny, rozbudowany kodeks z zasadami gry, za kupę kasy można kupić modele, które własnoręcznie można złożyć i pomalować. W zależności od rodzaju rozgrywki używa się różnych modeli, a kasa leci. 

Połowa armii to armie marines, takich kosmicznych ludzkich-żołnierzy: Blood Angels, Imperial Guards, Space Marines, Chaos Marines, Ultramarines, Grey Knights, Grey Wolves... które różnią się między sobą w mniejszym lub większym stopniu. Oprócz nich można walczyć armią Eldarów, takich zmechanizowanych elfów; Tyranidami, czyli robalami zorganizowanych w roje; Orkami; Nekronami, czyli armią robotów; Tau - nie wiem o nich nic, prócz tego, że są technologicznie zaawansowani. I Siostrami Wojny - ponoć słaba armia, ale u mnie ma plusa za to, że składa się z kobiet.

Właśnie rozegrałam moją pierwszą bitwę, grając Blood Angelsami:

za przeciwnika mając armię Tyranidów:
wygrałam :)

Wracając do kodeksów: każdy dzieli się na historię danej armii: z jakiej planety pochodzi, historia na przestrzeni dziejów, specjalne właściwości, to, w jaki sposób się rozmnaża i rozwija. Historia jest wspólna dla wszystkich armii: wszyscy marines walczyli u boku Imperatora, który stworzył 20 Patriarchów, założycieli późniejszych armii marines. Horus, jeden z Patriarchów zdradził Imperatora. Herezja Horusa doprowadziła do rozpadu Imperium, co spowodowało, że marines zaczęli walczyć między sobą. Patriarchą Blood Angels jest Sanguinor, wyżynacz jakich mało. Blood Angels powstają z najlepszych i najsilniejszych ludzi, którym podawane są mutageny, aby byli jeszcze lepsi i jeszcze silniejsi. W kodeksie opisane jest ich tworzenie, kilka bitew z różnymi armiami - cudo. W grze można stworzyć swoje własne oddziały odszczepieńców, a tworzenie własnej nieszablonowej armii jest wręcz wskazane. Do tej pory zajmowałam się jedynie malowaniem figurek i wymyślaniem ich historii, teraz jednak zastanawiam się nad skompletowaniem własnej armii. Siostry Wojny - ponoć rzadko spotykane, ale mało grywalne. Na razie zaszczytne miejsce numer jeden na mojej liście zajmują Space Wolves, ale to wszystko przez wilki, które są jedną z opcji armii:



 I tak je pomalować...

Wyzwaniem jest przebrnięcie przez wszystkie kodeksy, na szczęście same 'historie' armii zajmują kilkanaście pierwszych stron kodeksów. W tej chwili jestem przytłoczona ogromem zasad, ale na turniejach, zwłaszcza tych ogólnopolskich pokroju Pyrkonu spotykają się gracze, którzy doskonale znają historie i zasady. Gdyby nie znając świata i specyfiki gry wejść do sali zapełnionej stołami i graczami i przysłuchać się ich rozmowom, to brzmi to jak nowy język: ja cię instantuję, ale jestem firles i mam filnołpejna. a ja mam kawera i nołnołfir! moje AP to 4, więc mam pancerz na 3+! I tak dalej. Mechaniki nie polecam, ale opisy świata, historie bitew i wojen - a i owszem!