Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 grudnia 2012

Truman Capote "Te ściany są zimne i inne opowiadania"

Truman Capote - dla mnie zawsze będzie nim Philip Seymour Hoffman z filmu "Capote". Niby czytałam wcześniej "Z zimna krwią", ni to dokument, ni reportaż, ni powieść - o tajemniczym zabójstwie rodziny, ale nigdy nie wyobrażałam sobie wyglądu autora "Śniadania u Tiffany'ego". Aż do 2005, do premiery filmu. Hoffman mówi piskliwym, cichutkim głosikiem, wręcz manifestując swoją homoseksualność. Zobaczyłam ten zbiór opowiadań - z Capotem na okładce - i czułam, ze powinien na niej być Hoffman. Wpatrywałam się kilka minut, starając się wyprzeć wizerunek Hoffmana i wstawić prawdziwego Capotiego - na nic. Z tego wynika, że Hoffman to dobry i charakterystyczny aktor. 

Książka... tytułowe opowiadanie "Te ściany są zimne" jest chyba najlepszym opowiadaniem. Mocno nakreślona główna bohaterka, oszczędnie w słowach, jak u Raymonda Carvera. Każde słowo ma znaczenie.  A jako że przy okazji wypożyczenia tej książki wypożyczyłam jeszcze 2 kolejne, to mocno słów nie smakowałam i nie rozkoszowałam się nimi. Ostatnio za dużo powieści czytam, że tak lecę i chcę poznać zakończenie. A kilkustronicowe opowiadania Capotiego stworzone są do tego, aby je czytać, rozmyślać nad nimi jeszcze tygodnie po przeczytaniu. A na mnie czekają kolejne książki! Ponieważ nie mogę znaleźć nigdzie  spisu opowiadać, a książka wróciła już do wypożyczalni - powiem, że jedno opowiadanie jest b. słabe. Zagubiona młoda malarka oddająca za półdarmo swój oryginalny obraz do galerii? I ścigający ją po mieście? Hm... Właśnie w radiu zapowiadana jest dzisiaj angielska premiera "Hobbita" z księciem Williamem jako gościem honorowym. "Hobbit" też gdzieś na mojej półce stoi. I chyba czas go odświeżyć. Epicka przygoda zaraz po wysmakowanych opowiadaniach. Tego mi trzeba. A "Hobbita" pominę przy recenzowaniu. Absolutnie obowiązkowe. A must! Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Chcesz dogadać się z młodzieżą (zwłaszcza jako nauczyciel)? Czytaj Harrego Pottera, Zmierzch, czy choćby Charlie i fabryka czekolady. Zyskasz w ich oczach i zostaniesz nauczycielem roku w Dzień Wiosny.

wtorek, 9 października 2012

Jonathan Carroll "Kobieta, która wyszła za chmurę"






Jonathan Carroll wydał zbiór opowiadań, z czego na razie przeczytałam dwa: tytułowe i "Niech się stanie przeszłość!", a już wrzucam go na bloga. Założę się, że dalsze opowiadania są równie cudowne i świetne. To jest mistrzostwo - krótka forma, nie dłuższa niż 25 stron, a tak wciągająca i przewrotna. 

Opowiadanie tytułowe, czyli "Kobieta, która wyszła za chmurę" (według mnie lepsze byłoby "Kobieta, która poślubiła chmurę") prezentuje 2 siostry: Ray i Lię, które rozmawiają o swoich mężach - chmurach. Obydwie skorzystały z biura matrymonialnego, wypełniły ankietę, w której zaznaczyły wymarzone cechy swoich kochanków - i takich kochanków dostały. Mężczyźni idealni by się zdawało, a każda z sióstr opowiada o kryzysie i problemach w swoich związkach. Barmanem jest mąż Ray, Menno. Podoba mi się wprowadzenie jego postaci: "Z radością przysłuchiwał się ich rozmowie. Lubił je. W jednej z nich był zakochany." Po chwili wiemy, że jest mężem Ray. Ale zaraz zaraz, co oznacza, "w jednej jest zakochany?" Może wcale nie w żonie, a w jej siostrze? Niejasności wzbudzają podejrzliwości. Zakończenie jest smutne: Lia odsyła swojego męża z powrotem na jego planetę (bo mężowie pochodzą z innej galaktyki, z lepiej rozwiniętej cywilizacji, swój wygląd i charakter dostosowują się do ankiet swoich przyszłych ziemskich partnerek). Okazuje się, że to na prawdę był mężczyzna doskonały, a niedoskonałości, które Lia w nim dostrzegała to były jej własne wady, które mężczyzna z niej absorbował, żeby ona czuła się lepsza i bardziej doskonała. Smutne. Lii przeszkadzały jej własne wady, z którymi nie mogła żyć.

Drugie opowiadanie "Niech się stanie przeszłość!" jest niemniej fantastyczne i przewrotne. Muszę tutaj zacytować mój ulubiony fragment (dopiero potem przeczytam dalsze opowiadania i dam znać, czy są równie dobre, jak te pierwsze):

"- Ava?
- Słucham?
- W Twojej pralce jest pełno liter.
Wyjąłem wielkie mokre "K" i rozciągnąłem je na dłoni. Stanąłem w drzwiach pokoju i pokazałem je Avie. Litera miała około dwudziestu pięciu centymetrów i była wycięta z mokrej tkaniny. Ponownie zajrzałem do pralki: zamiast ubrań wypełniała ją obwisła, mokra masa wielkich liter. Ava nie wyglądała na zaskoczoną. Zobaczywszy "K" na mojej dłoni, spokojnie skinęła głową.
- Włożyłam je tam.
- Włożyłaś... a gdzie nasze rzeczy?
- W łazience.
- Dlaczego? Po co je tam wkładałaś? Co znaczą te litery?
- Wyjmij jeszcze cztery. Nie patrz na nie - wsadź rękę i wyciągnij cztery następne. Zaraz ci wszystko wyjaśnię. 
Chciałem coś powiedzieć, ale ugryzłem się w język. Pochyliłem się i zanurzyłem rękę w miękką, ociekającą wodą stertę liter, jak gdybym losował numery do bingo. Kiedy już miałem wszystkie pięć, Ava kazała mi ułożyć z nich na podłodze jakieś słowo. Oprócz "K" były to "V", "Q", "R" i "O"."

Motyw mokrych liter w pralce... wut?!? Nie mogę się doczekać wieczoru, kiedy zaparzę sobie herbatę i zagłębię się w kolejnych opowiadaniach.