Pokazywanie postów oznaczonych etykietą esej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą esej. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 stycznia 2014

Nowy Rok 2014 - lista książek do przeczytania

Paszport Polityki przyznany, zestawienia najbardziej oczekiwanych książek tego roku są... A ja oprócz na nowości, ostrzę zęby na starsze książki. Albo chociaż zeszłoroczne. I żeby czasu na czytanie było więcej. Co planuję przeczytać w tym roku? Postanowiłam zrobić zestawienie 10 książek które są "a must" w tym roku. 

1.
Odwiedziłam ostatnio Tanią Książkę na Koszykowej, a w moje ręce wpadło "W drodze" Jacka Kerouaca. Wiem, że na jej postawie powstał film z Kirsten Stewart, że jest o pokoleniu bitników, kimkolwiek oni byli, i że jest dobra. Ostatnio zakupiliśmy regał na książki z Ikei (do pary do szafy i komody), także miejsce jest. A po Świętach przywieźliśmy całe sterty książek. I znów na nic nie ma miejsca. Na pewno przeczytam "W drodze", aby odegnać od siebie wyrzuty sumienia, że jeszcze bardziej zapycham mieszkanie.

2.
Książka, która na blogach święci triumfy. Wieżę w to, że Miasto Książek nie czyta byle czego.

3.
Książka również polecona, tym razem od Kasi z pracy. A Kasia kupuje oryginalne sklepowe  książki na Kindla, więc również czuję się zobowiązana do przeczytania książki w formacie mobi.

4.
Książka autora "Atlasu chmur", na podstawie której powstał przepiękny film. "Atlas chmur" też dodaję do serii "do przeczytania".

5. 
"Ciemno, prawie noc" podbiło moje serce. I zasłużenie dostało nagrodę Nike. Przy okazji notki na temat nominowanej książki na gazeta.pl dowiedziałam się, że wcześniejsze książki Bator są napisane równie ciekawym stylem. Jeśli to prawda, to przeczytam wszystkie!

6.
Orbitowskiego czytałam jeszcze wtedy, kiedy nie był tak popularny. Taka jestem hipsterska i undergroundowa! Czytałam też jego bloga, któremu musiał poświęcać bardzo dużo czasu, jako że wpisy były częste i obszerne. Przyznaję się, że znam wcześniejsze prace Orbitowskiego, a nie znam tych najnowszych, które są na ustach wszystkich szanujących się blogerów. Muszę to nadrobić.

7.
Czyli książka tegorocznego laureata Paszportu Polityki.

8.
... i książka zeszłorocznego laureata. Paszportu Polityki i Nike.

9.
I może coś z fantastyki. Chociaż przydałoby się też coś lżejszego i mniej absorbującego.

10.

Na koniec wypadałoby dodać jeszcze jakąś klasykę. Nie wiem, czy będzie to "Władca much", ale na pewno coś z kanonu literackiego angielskiego albo amerykańskiego. 


Dużo? Niby nie. Ale ostatnio nie mam za dużo czasu na czytanie. Całe szczęście, że poranki w pracy są takie spokojne, że mogę na godzinkę usiąść z książką i kubkiem kawy i odpłynąć!

poniedziałek, 16 grudnia 2013

nadrabianie zaległości czytelniczych

Czuję silna potrzebę wytłumaczenia się. Koniec 2013 roku zbliża się nieubłaganie, a ja, zamiast nadrabiać i kończyć czytanie książek (których w tej chwili na raz czytam 5), aby podnieść statystyki tego roku - odnalazłam nową-starą pasję. Jako osoba z natury uparta, zobaczyłam, że koleżanka robi sobie na drutach sweter. A przecież jeszcze 15 lat temu zasuwałam na drutach jak szalona! I tak oto w ciągu 6 dni powstało TO:



TO, czyli biały, wełniany szaliczek. A w planach jest już szary, dla mojej lepszej połówki. Książki leżą odłogiem, a po Świętach przybędą kolejne - wreszcie zakupiliśmy regał na książki. A pełne kartony leżą, poupychane po rodzinie. Już się stęskniłam za moimi książkami :) Postanowienie na dzisiaj: dokończyć chociaż 2 książki przed końcem 2013 roku!

wtorek, 15 października 2013

Nagroda nobla - literatura 2013

Myślałam, że czwartkowy dzień 10 października będzie należał do Haruki Murakamiego, japońskiego pisarza. To na niego bukmacherzy stawiali 3/1 w rankingu na zwycięzcę Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 2013. Nagrodę spodziewanie - niepodziewania - dostała kanadyjska pisarka Alice Munro. Wiem, czemu dostała - zapowiedziała, że kończy swoją karierę literacką, i już nigdy, przenigdy nic nie napisze. I jak tu nie przyznać jej Nobla? I jak tu się gniewać na zwycięstwo tak sympatycznej pani?













Mniej więcej wiedziałam, kim jest Alice Munro: kanadyjską pisarką, mistrzynią krótkiej formy, której bohaterkami są kobiety, która przyjaźni się z Margaret Atwood. I wstyd, bo nic jej nie czytałam. Od koleżanki dostałam pierwszy zbiór opowiadań Munro, wydany w 1968 roku "Taniec szczęśliwych cieni". I już w dwie godziny po ogłoszeniu literackiego Nobla zasiadłam w autobusie do domu do jej opowiadań. Przeczytałam dwa i... zamknęłam książkę. Zupełnie nie mój styl. Nie dość, że jesień w pełni, to mam się jeszcze dołować? Wiem, że Munro porusza ważne kwestie, ale wrócę do jej opowiadań na wiosnę. Albo w lato, kiedy nie będą mnie tak dołować i smucić. 

Przyznanie literackiej Nagrody Nobla skłoniło mnie do tego, abym przejrzała nazwiska dotychczasowych laureatów. Jak na nagrodę przyznawaną od 1901 roku, Polska prezentuje się całkiem nieźle - mamy aż 4 laureatów! Sienkiewicz (1905), Reymont (1924), Miłosz (1980) i Szymborska (1996). Nieźle, a ja nie mam się czym chwalić. Znam kilka wierszy Szymborskiej, Miłosza "Zniewolony umysł" widziałam balet w Operze Novej w Bydgoszczy, a "Dolinę Issy" znam ze słyszenia. "Chłopów" nie czytałam, ale wiem, że Jagnę na taczce wywieźli. No i ten nieszczęsny Sienkiewicz.... Rodzinna rozprawa nad tym, co ten Sienkiewicz napisał? Bo wiadomo, że "W pustyni i w puszczy", że Trylogia, że "Krzyżacy"... do tego "Janko Muzykant", "Latarnik", "Rodzina Połanieckich", "Quo vadis"... sporo tego. Aby nie być posądzona o ignorancję, zaczynam, przygodę od Trylogii. Na warsztat wzięłam właśnie "Ogniem i mieczem". Wszystkie książki dostępne za darmo w formacie .mobi na wolnych lekturach

środa, 2 października 2013

"Polityka" nr 38 (2925)

Jako, że "Przekrój" podupada (Zuzanna Ziomecka i Marcin Prokop nie zrealizowali "targetu", który mieli wyznaczony rok temu, kiedy obejmowali stanowiska redaktorów naczelnych), a jego przyszłość nie maluje się kolorowo - jak szczur uciekający z tonącego statku szukam alternatywy. Miał być "Newsweek", który do mnie nie przemówił, miało być "Do rzeczy", ale też nic z tego. Mój wybór padł na "Politykę", czyli okładkę z wilkiem, i 122 strony czytania za 5,90zł.

A teraz czas na riwju i jechanie po "Polityce" jak dupą po niecheblowanej desce!

str. 4
Czyli wstęp Sławomira Mizerskiego o tym, jak to jeden polityk chciał się przyrodzeniem chwalić. Komentarz: "Mamy do czynienia z politykiem nie tylko z krwi i kości, ale także z przyrodzenia".
+ żart ze str. 114 
- Chłopie, musisz zrozumieć, że w polityce chodzi o interes publiczny...
a nie o publiczne pokazywanie interesu!
Nie wiem o jaką sytuację chodzi, ale gra słów całkiem udana. Potem było polityki, którą bez żalu pominęłam, a co! To tylko 20 stron ze 122.
str. 16 i już robi się ciekawiej. Jak ułożą się wybory i czemu Jerzy Buzek byłby najlepszym premierem? Nie wiem czemu, ale uważam go za najlepszego i najbardziej rozsądnego z polityków. Może dlatego, że polityką się nie interesuję, i nikogo innego nie znam. A jak znałam - to trafił się Smoleńsk. A Kalisza wywalili z partii. Posucha. 
str. 19 czyli nowe zasady zdawania na prawo jazdy. Matołki. Ja dawno temu zdałam, koperta + jazda z ręcznego na górce, kilka zakrętów na górce i włala, mogę się rozbijać po mieście. To nic, że parkuję, jak mam co najmniej 3 miejsca z rzędu wolne. 
str. 22 i czego boją się pracownicy. No jak to czego? Kogo? Szefa! Ja nie mam tego problemu, a w mojej 9-osobowej korporacji nikt nie czyha na moje stanowisko. 
str. 26 Smutna sprawa, o przymusie chowania zmarłych w grobach słów kilka. Nie doczytałam, bo jechałam tramwajem, i musiałam szybko wysiąść. Gazetę wcisnęłam głęboko do torebki, upychałam ją pięścią, bo nie mogłam zamka zasunąć. I traaach! Zachaczyłam stroną z artykułem o pojemnik na kanapki i tyle z lektury. Wstyd taką wyrwaną stronę czytać przy ludziach, więc ją grzecznie pominęłam.
str. 31 czyli o tym, jak pewna pani w wypadku samochodowym straciła prawą rękę. Trauma trwała niedługo, bo pani załapała się na przeszczep ręki. I jest w niej zakochana. Zupełnie nie rozumie, jak pewien Nowozelandczyk, który był pierwszą osobą na świecie, której przeszczepiono rękę mógł po tak krótkim czasie dostać przysłowiowego jobla i błagać lekarzy, aby mu ją obcięli - jak mogli mu przyszyć nie jego rękę?!?
Zakładam że to on jest autorem wpisu z bloga KWP:
Po amputowaniu ręki, lekarze powiedzieli pacjentowi, że od czasu do czasu może odczuwać złudzenie kończyny fantomowej. Nie przygotowali go jednak na moment, gdy oprócz uciętej ręki będzie też czuł inną – zimną i głaszczącą ją od czasu do czasu.
str. 34 Artykuł o wdzięcznym tytule "Konie umierają leżąc", czyli o pewnym Duńczyku, który założył w Polsce hodowlę koni rasowych, które za grubą kasę sprzedawał do wyścigów. Koni miał setki, a sprzedawał pojedyncze sztuki, w związku z tym nie wiodło mu się za dobrze. A już na pewno nie wiodło się dobrze koniom, które żyły w fatalnych warunkach. Wśród obrońców praw zwierząt zawrzało, biedne konie znalazły nowe domy, a "duński hodowca wyjechał. Podobno jest w Azji i ma już nowy pomysł: rozważa przeniesienie całej hodowli do Chin. Tam jest jeszcze taniej."
str. 36 swojski temat: jedna wioska, 2 osoby o tym samym nazwisku. Jedna praworządna, choć uboga, druga też uboga, ale pijus i moczymorda. I komornik, który myli się na korzyść tego drugiego. Pierwszy kłóci się, licytuje, biega po sądach, a tam figa z makiem. Nikt nie chce się przyznać do błędu.

Potem trochę polityki zza Buga, mateczka Angela Merkel; budowa mieszkań i czemu dalej tanieją; upadek banku Lehman i czemu jeszcze za kratkami nie ma winnych; bary mleczne flagowym punktem kuchni polskiej, zaraz obok pierogarni; Indie, które nie są już modnym miejscem wojaży; Ruskie i ich polityka; PRL i jak kościół katolicki dogadał się z lewicą przeciwko władzy.

str. 63 Prosper Merimee i Francja, jaką znamy dzisiaj. Czyli o szarej eminencji ochrony zabytków.
str. 69 czyli przegląd nowości technicznych. Oznacza to mniej więcej tyle, co "jak wynaleźć koło po raz drugi i sprzedać je z jeszcze większym zyskiem. A ludzie niech myślą, że są pierwszymi, którym dane jest skorzystać z tego dobrobytu". Nowości techniczne to m.in.:
- telefon, który służy do... dzwonienia! Czyli prosty telefon z klawiaturką, nie żadne tam szmery bajery, dotykowe, androidy, ajfony, smartfony.
- plecak fotograficzny, którego celem jest nie wyglądać jak plecak fotograficzny. Ma odstraszyć potencjalnych złodziei. Cena: jedyne 80 baksów.
- wszystko co ma w nazwie słowo "retro" zejdzie na pniu. czyli jak z rzeczonym telefonem - tym razem aparat na kliszę dla hipsterów.
str. 80-81 trochę recenzji filmowych - żadna nie powaliła mnie na kolana. Bo i ile można czytać o "W imię" Małgośki Szumowskiej? (na str. 88 wywiad z rzeczona reżyserką) A Naomi Watts z góry jest na przegranej pozycji. "Diana" nie może być dobrym filmem, tak z założenia.
o, ale już na str. 91 jest felieton Sylwii Chutnik, pisarki i warszawskiej aktywistki, która opisuje książkę, która spadła jej ostatnio na głowę. We wcześniejszym poście wspominałam już, że album "Women" dotyczył Susan Sontag, oraz innych kobiet: Patti Smith czy Missy Giove. A wszystkie portrety są dzieła Annie Leibovitz. Koniecznie muszę dostać ten album w swoje łapki!
str. 96 czyli kronika popkulturalna Kuby Wojewódzkiego. Ani trochę śmieszna, daleko jej do kroniki Jakuba Żulczyka z "Wprost". Swoją drogą... jakby brzmiał "Jakub Wojewódzki"? Na ucho - słabo.
Jeden z njusów:
"Aktorka Weronika Rosati spotyka się z aktorem Piotrem Adamczykiem. Nas to nie dziwi. Ona lubi facetów po przejściach, a on - jak wynika z rozpoznania dotychczasowych relacji - własnie jest tym przejściem."
Nic nie zrozumiałam. Przejściem dla pieszych? Nawiązanie do wypadku samochodowego, któremu ostatnio ulegli? Do nowego filmu Adamczyka? Do związku Rosati z Żuławskim? Nie rozumiem!
str. 102 przynosi powiew świeżości. Artykuł dotyczy Viktoriy Yermolyevej, alternatywnej pianistki, która gra tak:

str. 115
Dział "Nowa mowa" a w nim nowe słówko, czyli "selfie" (pl. samojebka - przyp. autora)

"Oxford English Dictionary powiększył się w sierpniu o słowo selfie - autoportret wykonany najczęściej telefonem komórkowym i zwykle po to, by później umieścić go w serwisie społecznościowym. W ten sposób do poważnego słownika trafiło zjawisko stanowiące dla niektórych część życiowej rutyny - sądząc po liczbie zdjęć wykonanych przed lustrami w toaletach, które codziennie zapychają łącza internetowe. "Nie bój się, że się ośmieszysz, i wyginaj śmiało" - radzi poradnik "Jak zrobić sobie fotkę" na stylistka.pl"
A tutaj samojebka, tfu! selfie, samej ałtoreczki blogaska (jest i dziubek, i lustro):


str. 116 reportaż o urbeksowcach, czyli osobach zwiedzających pustostany. A jedną z nich jest Włodek Dembowski, wokalista Łąki Łan, który opowiada o swoich przyjaźniach z bezdomnymi. Zupełnie mnie to nie dziwi. Włodek, czyli Paprodziad w Łąki Łan, przed koncertami ma zwyczaj zwiedzania okolicznych cmentarzy, na których zaopatruje się w "darmowe" kwiaty, którymi potem obrzuca swoją publiczność. Koniec. Na rozluźnienie - Łąki Łan:

piątek, 27 września 2013

o niedocenionych filmach słów kilka - czyli mamy XXI wiek

Od czasu do czasu przeglądam sobie różne blogi / portale, i modne ostatnio jest tworzenie rankingów. Pamiętam, jak jeszcze kiedyś na facebooku była taka aplikacja do tworzenia takowych, np. ulubione filmy / książki / zespoły / seriale (czyli standard) + np. 5 rzeczy, które byś zabrał na bezludną wyspę, albo 5 przedmiotów, które są w zasięgu wyciągnięcia ręki od Twojego komputera. Niby głupie, ale takie rankingi pomagają mi pomyśleć nad tym, co lubię, a czego nie. I przy okazji poukładać sobie pewne rzeczy, tak że następnym razem, jak ktoś zapyta mnie o ulubionego aktora to nie zrobię "yyy...." i jedyne, co przyjdzie mi do głowy to wyfotoszopowana klata Ryana Goslinga z "Kocha lubi szanuje". Zacznę się ślinić, zrobię maślane oczy i zatonę w marzeniach na najbliższą godzinę. O nie!

Blog miał być książkowy, ale potrzebuję zrobić kilka rankingów filmowych i aktorskich, tak dla spokoju ducha. Także kilka wpisów zostanie poświęconych własnie filmom.

Kolejny wpis będzie poświęcony tygodnikowi "Polityka", w którym publikuje m.in. Sylwia Chutnik. A oto cytat z jej ostatniego felietonu na temat Susan Sontag:

"We wczesnych pamiętnikach co chwilę pojawia się motyw listy książek do przeczytania. Filmów do zobaczenia. Takich, w sumie, intelektualnych obowiązków. Lista spraw do pomyślenia, lista niekończącej się dawki paliwa do myślenia. I do końca życia Sontag brnęła w nowości, zaległości, kolejne tematy."
I ja też tak mam. Tyle, że u mnie lista to plik w notatniku na pulpicie, gdzie dopisuję kolejne pozycje do przeczytania/obejrzenia, a w pracy doklejam na okładce czytnika kolorowe karteczki post-it z tytułami i autorami.

Na pierwszy ogień idą niedocenione filmy z ostatnich 10 lat. Nie jestem kinomaniakiem, ale przez te lata obejrzałam kilka filmów, które zapadły mi w pamięć, ale kiedy przywołuję je wśród znajomych jako ulubione, to tylko kręcą głową, bo ich nie znają. To taki mój subiektywny ranking, nie to, żeby od razu musieć lecieć oglądać te filmidła :) Miało być TOP 5, albo TOP 10, ale że filmów było albo za mało, albo za dużo, to wyszło TOP 7. A ponieważ nic nie ma takiej siły sugestii jak trailer, także na tym się skupię. 

7. "Hard Candy" 2005 ("Pułapka")

Wariacja na temat współczesnego Czerwonego Kapturka, w którego rolę wciela się Ellen Page, której kariera od czasów "Juno" nabrała rozpędu. Do tego seksowny Patrick Wilson (do którego mam słabość, a który gra w filmie, który pojawi się na wyższym miejscu, a do tego gra w filmie "Jack Strong", który był kręcony pod moim blokiem). 

6. "Watchmen" 2009 ("Strażnicy")
Jeden z pierwszych filmów, który zapoczątkował modę na komiksowe ekranizacje. Czytałam jego komiksowy pierwowzór, poczyniony przez Alana Moora, i jestem pod wrażeniem. Do tego wspomniany Patrick Wilson.

5. "Blind" 2007 ("Ślepa miłość")
Czyli opowieść o... miłości! Miłości między niewidomym chłopcem, a jego opiekunką. Całość w chłodnych barwach, które współgrają z bielą włosów głównej bohaterki. Oszczędnie i pięknie zarazem.

4. "The Hitchhiker's Guide to the Galaxy" 2005 ("Autostopem przez galaktykę")
Czyli ekranizacja powieści Douglasa Adamsa. Jeśli chcesz wiedzieć, jaka jest odpowiedź na "ultimate question of life" - koniecznie zobacz film / przeczytaj książkę! Komedia sy-fy z modnym ostatnio Martinem Freemanem, znanym z serialu BBC "Sherlock", gdzie partneruje jako Watson Benedictowi Cumberbatchowi. Tfu! Zapomniałabym - Freeman znany jest przecież jako Bilbo Baggins z "Hobbita" (i będzie jeszcze bardziej znany, jako że planowane są kolejne 2 części "Hobbita").

Do "Autostopu" dodano Sama Rocwella (ah ta jego plastyczna twarz!) i Zooey Deschanel, najbardziej uroczą aktorkę jaka znam, która ostatnio spełnia się muzycznie jako połówka duetu She & Him.

3. "MirrorMask" 2005 ("Lustrzana maska")
Czyli film, przy którym współpracowali Neil Gaiman i Dave McKean. Ta para stworzyła m.in. "Sandmana" i "Signal to noise". A McKean ilustrował też m.in. Batmana. Mieszanka wybuchowa, czyli przepis na sukces. Sukces, który jest mało znany. A szkoda.

2. "Lawless" 2012 ("Gangster")
Obsada zwala z nóg. Jessica Chastain, Shia LaBeouf, Tom Hardy, Gary Oldman, Mia Wasikowska, Guy Pearce... A scenariusz poczynił Nick Cave. Shia LaBeouf wreszcie pokazał pazur, udowodnił, że zasługuje na bardziej drapieżne role, niż ta w "Transformersach" (bo i jak można być drapieżnym, jak się dostaje bohatera o nazwisku Sam Witwicky?!?)

1. "Kontroll" 2003 ("Kontrolerzy")
Doskonały! Akcja nie wychodzi spod ziemi, całość nagrana została w metrze w Budapeszcie. Pozycja obowiązkowa!

czwartek, 25 lipca 2013

Wcześniej zaczytywałam się "Wprost", co było prostą drogą do tego, abym szukała dalej idealnego tygodnika do czytania w autobusie. Ewoluowałam, i od stycznia jestem stała czytelniczką "Przekroju". Już w zeszłym numerze był artykuł o książkach, teraz temat pojawia się po raz kolejny. Jak tylko znajdę wcześniejszy numer, na pewno też przeskanuję artykuł (co wydaje mi się w sumie nielegalne... ale czego się nie robi dla książek! Ah, życie na krawędzi, ta adrenalina). 

Kwestia jest prosta - jak zarobić na czytelnikach książek, i tych papierowych, i tych elektronicznych? U nas rynek e-booków jest jeszcze w powijakach, chętniej ściągamy książki z internetu lub kupujemy je na amazonie. W moim przypadku jest to kwestia ceny, mam taką polską cechę namacalnego posiadania - jeśli książka elektroniczna jest w tej samej cenie co papierowa, to kupię tę papierową - którą fizycznie dostanę. Po przeczytaniu odstawię ją na półkę i będę miała namacalny dowód na to, na co wydałam moje 30-40 złotych. Oczywiście jak ze wszystkimi książkami, tak i istnieją wyprzedaże książek elektronicznych. W najbliższym czasie zamierzam z nich skorzystać, póki co - nie mam na ich temat opinii.

Wracając do artykułu z "Przekroju": Amazon monopolizuje rynek książek elektronicznych? Nie dajmy się! I tak oto na rynek wkracza Apple oraz mniejsze firmy, które stoją za Jobsem murem. Wyrywają część klientów z łapek Amazona tylko po to, aby zostać oskarżonymi o pomówienia i lobbowanie rynku. I komu dostaje się po łapkach? O tym w artykule. Miłej lektury! 



wtorek, 2 lipca 2013

tuzy fantastyki

Przechodzę ostatnio kryzys czytelniczy. Jest tyle książek, za które chciałabym się zabrać, że z tego wszystkiego zaczęłam czytać kilka na raz, i nie mogę niczego doczytać do końca. Zniechęcam się po kilku stronach lub rozdziałach. A to wszystko przez to, że książki za które się ostatnio biorę to epickie serie fantastyczne składające się najczęściej z kilku grubaśnych tomów. I tak jak niegdyś taki "Władca pierścieni" sprawiał mi przyjemność i czytałam go jednym tchem, tak teraz, zapewne z braku czasu na czytanie, tracę wątki, gubię się i łatwo rozpraszam. Co prawda przeczytałam 2 pierwsze tomy "Hyperiona" Dana Simmonsa, 1 tom "Diuny" Franka Herberta, ale już ciężko jest mi zabrać się za kolejne części. Jak wczoraj oglądałam 1 odcinek finalnej serii "Dextera", to już miałam problem w połapaniu się w wątkach. A na jesień wychodzą jeszcze nowe "Haven" i "Sherlock". Ale wracając do książek...


Miałam pomysł na to, aby zabrać się za "Baroque Cycle" Neala Stephensona. Bardzo ciekawy wydaje się pomysł na alternatywną XVIII wieczną historię, gdzie postaciami są m.in. Newton, Leibniz czy Ludwik XIV. Serię mam na czytniku, przeczytałam pierwszych kilka stron. Nie ukrywam, że mam ambicję ją przeczytać. Ale chyba jeszcze nie teraz :)


A teraz coś o serii, którą przeczytałam dawno dawno temu, a teraz wypożyczyłam ją z biblioteki mojemu nażeczonemu, który skończył czytać serię "Malowanego człowieka" Bretta. Tad Williams i jego seria "Pamięć, Smutek i Cierń" umiliły mi niejeden zimowy wieczór, kiedy miałam uczyć się do sesji. 4 tomy serii to ciągle mało :)

A tutaj jeszcze 10 tomowa seria "Malazańskiej księgi poległych" Stevena Eriksona. 


Na koniec jeszcze nasza rodzima seria "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza:


Podsumowując: wszystko by się chciało przeczytać, tylko czasu brak!

piątek, 21 czerwca 2013

książki kucharskie

Z dzieciństwa pamiętam książkę kucharską "Kuchnia Polska", która po zdjęciu obwoluty wyglądała mniej więcej tak ------>

A w środku przepisy - na kompoty, mięsa, ciasta, a wszystko tak skomplikowane, że głowa mała. Przepisy na własne makarony, dział poświęcony przetworom... Cóż - przepyszne rzeczy, jeśli mieszka się na wsi i ma się dostęp do świeżych warzyw, zwierzątek, które hasają po łące, a obok mieszka rzeźnik. Niestety, nie jest to książka przeznaczona dla mieszczuchów gnieżdżących się w małych kawalerkach. Nie mam tak wielkiej kuchni, aby mieć spiżarnię, ani tylu sprzętów, aby zrobić przetwory. Mam za to zamrażarkę, z której chętnie korzystam. I chociaż bigos, gołąbki czy żeberka wychodzą nam pierwsza klasa, to robimy je raz na jakiś czas. Częściej robimy coś szybszego i mniej zajmującego, jak pulpety, zupy czy owoce w galaretce w ramach deseru. Ale nadchodzi weekend - i często wtedy eksperymentujemy. Od tygodnia jest upalnie, więc staramy się ograniczać używanie piekarnika do niezbędnego minimum. Ale wczorajsze żeberka były warte siedzenia w dusznej kuchni :)

Mistrzynią pieczenia (przede wszystkim własnego pieczywa i jego pochodnych) jest moja koleżanka Karolina, której bloga polecam. Cebularze jej przepisu palce lizać! Za pieczywo zabiorę się jak będzie chłodniej i nudniej, np. w zimowe wieczory.


Do napisania posta o książkach kucharskich zainspirował mnie blog Brainpickings, który na pewno już niejednokrotnie wspominałam. Maria Popova, autorka bloga, podaje przepisy słynnych artystów. Mamy więc omlet Victora Hugo, czy idealny lunch Irving Stone'a:

"I am one of those writers who, as he gets halfway through a long book, decides that there is nothing he can possibly eat that will agree with him. I start out at page 1, line 1, weighing some 170 pounds, and a quarter of a million words later, in seventh draft and ready for the printer, I have come down to 145 pounds. With particularly long books, I get so thin that there is nothing around my hips to hold up my slacks; and, during the last chapters I find it nearly impossible to write sitting down because there is no flesh left to sit on.
As a consequence I have evolved the perfect writer’s luncheon, and I have not deviated from it in thirty-five years. My sole and complete lunch consists of an American cheese sandwich on toast and a dish of tea. There are times when the monotony of this lunch is almost unbearable. However, during the last year of the writing of each book, if I attempt to substitute a tongue or beef sandwich, or even a piece of chicken, I am so distressed that I am unable to set down a line during the afternoon.
By a rough estimate, I think I have eaten ten thousand cheese sandwiches during my thirty-five years of concentrated writing. They reached their point of diminishing returns twenty-five years ago, but when one has to make a decision between dietary ennui or indigestion — what choice is there?
2 slices of white bread — dull, factory-baked, full-of-air, unadorned kind.
1 slice pasteurized American cheese — presliced too thin, to be sure no pimento mixed in, too exciting.
Toast bread, lay cheese on one slice, cover with the other. On festive, daring occasions put open face in oven for a few minutes to get holiday change." 

W innym poście Popova prezentuje też sztukę kulinarną, która bazuje na sztuce współczesnej:


Ciasto Mondrian wzorowane na obrazie Pieta Mondriana

Zupa pomidorowa wzorowana na obrazie Donalda Judda

Kanapka Marka Rothki

Jak widać, gotowanie może przybierać różne formy. Książek kucharskich jest zatrzęsienie, a ja najchętniej korzystam z przepisów internetowych. Otwieram kilka różnych, a potem je optymalizuję i wybieram średnią ze składników. Póki co, nie zawiodłam się. Uwielbiam czekoladowe muffinki, sałatkę z twarożku i łososia, zupę z kuskusem i soczewicą, czy wspomniane cebularze.

Aż zgłodniałam :)

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Dubravka Ugresic "Kultura kłamstwa"

Dubravkę Ugresic znałam już wcześniej z jej felietonów dla "Gazety Wyborczej". Nie potrafię przytoczyć żadnego konkretnego, ale wiedziałam, że jest Chorwatką, angażuje się w politykę i pisze o Jugosławii. I ma prześliczne imię. 

"Kultura kłamstwa" to zbiór esejów wydanych w 1995 roku, praktycznie każdy z nich porusza kwestię polityki zagranicznej, z naciskiem na Jugosławię i kraje, na które się rozpadła. Muszę przyznać, że eseje czytałam "na wyrywki", te mocno polityczne, krytykujące osoby znane "lokalnie" jakoś do mnie nie trafiały. Nie znam realiów zamieszek na ulicach, rewolucji i buntów, krytyka i emocje, które dominują w części esejów są mi obce. Ale trafiło się kilka perełek, jak na przykład esej "Palindromiczna historia". Zawiera oczywiście wątki polityczne, ale także historyczne. Ugresic pokazuje "sator formulę", czyli palindrom w kształcie kwadratu:

S A T O R
A R E P O
T E N E T
O P E R A 
R O T A S

Co oznacza "Siewca Arepo z trudem przytrzymuje wóz". Zmyślne.

"Madam, I'm Adam - powiedział Adam do Ewy, o ona przedstawiła się również palindromem: Eve." Boskie, absolutnie!

Palindrom nazywany jest wierszem diabelskim, Ugresic toczy dysputę na temat tego, który kierunek czytania jest mową anielską, a która diabelską: od prawej do lewej, czy od lewej do prawej...?

"Podobno najdłuższy utwór palindormiczny (składający się 11 125 słów!) napisał w 1979 roku nowozelandzki poeta Jeff Grant (..)".

"Nieprawidłowo zbudowany palindrom nazywa się w sztuce enigmatu palindromoidem. Jest to słowo albo zdanie, które czytane od początku do końca ma jedno znaczenie, a czytane w odwrotnym kierunku - drugie."

Moi polscy faworyci:
  • Jadzi w gębę gwizdaj.
  • Ino gile Roman na moreli goni.
  • Ile Roman ładny dyndał na moreli?
  • I za kufrem smerf u Kazi.
  • Ada bąki piką bada.
  • Nago pogna twa baba w tango pogan.
  • Może jutro ta dama sama da tortu jeżom.
Dość o palindromach - w przypisać w jednym z felietonów o Jugosławii pogrążonej w walce Ugresic przytacza wiersz Gorana Simićia "Lament nad V ijećnicą", o spaleniu Biblioteki Narodowej:

Kiedy płonęła Biblioteka Narodowa przez trzy dni sierpnia miasto dusiło się w
śniegu. W tych dniach nie mogłem znaleźć w domu żadnego ołówka, a nawet gdybym
go znalazł, nie miałby już serca . Nawet zwykłe gumki do ścierania zostawiały czarny
ślad. Smutnie dopalała się moja ojczyzna. Pozbawione ciał błądziły po mieście
postaci z książek, mieszając się z przechodniami i duszami martwych żołnierzy.
Widziałem Wertera siedzącego na zburzonym cmentarnym murze, Quasimoda
na minarecie, Raskolnikow i Mersault całymi dniami
cicho rozprawiali o czymś w piwnicy, Gavroche przechadzał się w panterce, a
Yosarian na całego handlował z nieprzyjacielem. Że już nie wspomnę
młodego Soyera, który za parę groszy skakał do rzeki z mostu Gavrila Principa.
Trzy dni żyłem w upiornym mieście ze straszym podejrzeniem,
że w mieście jest coraz mniej żywych i pociski spadają tylko z mojego powodu.
Zamknąłem się w domu i oglądałem przewodniki turystyczne. Wyszedłem
tego dnia, gdy radio podało, że z piwnic biblioteki ludzie wynieśli
dziesięć ton węgla. I w moim ołówku znów zabiło serce.

Chwyta za serce. Na polityce się nie znam, ale niech nikt nie waży się palić bibliotek!

środa, 3 października 2012

"Ta straszna Środa?" wywiad z Magdaleną Środą






Jestem w domu, w sumie to chyba w domu rodziców, na Mazurach. Swojego domu ciągle szukam. Odwiedziny u babci odwiecznie kojarzą mi się z wojną na poglądy religijne i polityczne. Lewica kontra prawica, kościół, telewizja, programy i gazety, które głoszą "jedyną prawdę". Najeżona, zawsze kłóciłam się, i głośno wyrażałam swoje poglądy. Aż do dzisiaj - rozmawialiśmy o bezrobociu, o pracy za granicą, o tym, że założenie i utrzymanie rodziny w dzisiejszych czasach to wyczyn na miarę zdobycia Mount Everestu. Nawet nie chciało mi się kłócić. "Jednej jedynej prawdziwej telewizji" nie oglądam, bo i nie mam telewizora. O tym, że czytam "Wprost" wolę się nie dzielić. I zdałam sobie sprawę, jak mało wiem o polityce i XX wieku (w szkole historia zawsze była przerabiana od starożytności do ~XIX wieku, I wojny światowej jak dobrze poszło).

Wczoraj leżąc w łóżku, zamiast po książkę, sięgnęłam po "Świat Wiedzy" (chyba każdy miał w domu niebieskie segregatory pełne podziurkowanych kartek, największą frajdę sprawiało układanie ich kolorami). Część: historia. A tam: dowiedziałam się, kim był Axel Springer, że Arafat nie był Izraelczykiem, a Wałęsa jest czasem krytykowany. Jedna karta była poświęcona trzem feministkom: Kate Millett, Germaine Greer i Simone de Baevuoir. Muszę przyznać, że czytałam tylko dwie ostatnie. Ale mimo wszystko - były na kartach historii, opisane jako feministki, czyli kobiety przełomowe, a nie takie babochłopy. I tak sobie pomyślałam: no dobra, nawet lubię nasze swojskie feministki, Graff, Szczuka, Janion, Gretkowska. Każdej coś tam czytałam, książki, eseje, felietony. I Środa. Pamiętam, że była minister do spraw równości kobiet, wzbudzała kontrowersje i zakazywała kobietom nosić telefony komórkowe w kieszeniach spodni, bo to poszerza biodra i kobieta wydaje się gruba. Przaśne rzeczy.

Kim jest ta cała Magdalena Środa? Czy jest tak fajna jak pozostałe polskie feministki, tak samo aktywna i zaangażowana w walkę o równość kobiet w Polsce? Z ciekawości sięgnęłam po wywiad ze Środą wydany w formie książki. Trochę po łepkach śmignęłam przez dzieciństwo Środy, szkołę baletową i rozwód rodziców. Najbardziej zależało mi na tym, aby dowiedzieć się, jakie są jej poglądy. Doszłam do rozdziału poświęconego feminizmowi... i przepadłam. Pani profesor Środa jest odważna, mówi głośno o tym, co ja dopiero zdążę sobie pomyśleć. Jest taka, jaka ja bym chciała być w jej wieku. 

Co więcej, opowiadała o historii Polski, o tej części historii, o której ja nie mam pojęcia. O micie "Solidarności", o polityce. O tym, jacy byli Hausner, Jaruga-Nowacka i Kluzik-Rostkowska. Wspominała o Geremku, Jaruzelskim i Mazowieckim, postaciach, które kojarzę jedynie z nazwiska. Wywiad niby lekki, humorystyczny, ale zmusił mnie do wysiłku intelektualnego. Co więcej, zmusił mnie do wygooglowania powyższych postaci, byłam dumna z tego, że nie jestem ignorantką w takich sprawach. Bardziej poczułam się... głupia. Nie znam najnowszej historii Polski?!? Wałkowałam historię Anglii i Stanów, a rodzima historia leży odłogiem i zarasta, jak trójpolówka. Dzisiaj czas na płodozmian - zamiast fantastyki i kryminałów - dalsza lektura "Świata Wiedzy". Do historii, mości państwo!

P.S. Marzy mi się taka Polska... http://www.krytykapolityczna.pl/Czytajdalej/Miastajakodyskusyjneklubyksiazki/menuid-432.html