Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 listopada 2014

"Midnight, Mass" John Rozum

W stanie Massachusetts, w miasteczku Midnight, mieszka małżeństwo, "The Kadmons". Adam i Julia Kadmon zajmują się.. tępieniem potworów. Kadmonsów poznajemy z perspektywy ich nowej asystentki, Jenny, którą przestrzegano przed przyjęciem tej pracy - wcześniejszym asystentkom nie udało się utrzymać przy życiu wystarczająco długo...


Łącznie mamy 8 zeszytów komiksu, plus dodatkowe 8 "Here there be monsters" - czyli nie jest to zbyt długa seria. Ale może to i dobrze - dobrnęłam do końca i mogłam zająć się czym innym.

Jak na komiks, który wyszedł od Vertigo, to jest wyjątkowo kiepski i słaby. Niech będzie, zgadzam się - postaci Julii, Adama i Jenny są świetnie przedstawione, do kreski nie mam się co przyczepić - ale fabuła jakby kuleje. Jest kilka walk z potworami, są osobiste wendety, ale "Midnight, Mass." brakuje czegoś, co dobrze sprawdza się w filmach krótkometrażowych - dobrze zarysowana fabuła, rozwijająca się na początku, potem dołek przed finałem - i punkt kulminacyjny hen wysoko w chmurach, który wciska nas w fotel i sprawia, że na chwilę wstrzymujemy oddech. 

Tutaj mamy historię niby domkniętą, ale nie było jakiegoś spektakularnego zakończenia. Ot, znowu udało nam się pokonać potwory. Zero ciekawych zwrotów akcji, wszystko toczy się raczej liniowo. Potwór wywiódł nas w pole, i nie mamy czasu wrócić do miasteczka, które zaatakował...? Od czego jest babcia Adama, jeszcze lepsza i silniejsza od niego, ona sobie ze wszystkim poradzi. 

Jenny - wiemy, że przyjęła tę pracę, bo coś ją prześladuje, a Kadmonowie wydaje się, że ją ochronią. I rzeczywiście zjawia się grupka potworów, która odnalazła Jenny. Serce zaczyna bić mocniej, bo są to wyjątkowo brzydkie kreatury:

...ale co? Jak można ich pokonać? No tak, przecież Adam ma do odebrania dług u ich władcy. Wystarczy, że go przywoła, a on grzecznie uda się do swoich podopiecznych, którzy potulnie rezygnują z prześladowania Jenny. 

To komiks, któremu brakuje wszystkiego - a przede wszystkim fabuły. I pomyśleć, że kilka lat temu powstał scenariusz do serialu na podstawie komiksu. Jakie szczęście, że wycofano się z nakręcenia go. Vertigo! Masz u mnie minusa...

poniedziałek, 3 listopada 2014

"We3" Grant Morrison

Pies, kot i królik w rolach śmiercionośnych maszyn, siejących postrach na całej planecie...? Brzmi nierealnie i komicznie? W komiksach wydanych przez Vertigo wszystko jest możliwe! 

Sprawdzam możliwości nowego Kindla Paperwhite - dużą zmianą, w porównaniu z moim wcześniejszym Kindle Classic, jest regulowane podświetlenie ekranu. Dzięki temu możemy czytać książki w nocy, w półmroku. Pomaga to też w czytaniu komiksów. Postanowiłam wrócić do dalszego przeglądania komiksów wydawnictwa Vertigo, odpowiedzialnego chociażby za kultowego "Sandmana" Neila Gaimana. 

Pies, kot i królik w rolach śmiercionośnych maszyn, siejących postrach na całej planecie...? Brzmi nierealnie i komicznie? W komiksach wydanych przez Vertigo wszystko jest możliwe! Oto mamy laboratorium, które zajmuje się wynajdowaniem śmiercionośnej broni z użyciem zwierząt: kotów, psów, królików, szczurów. A to nasi trzej główni bohaterowie:
 Bandit

 Tinker

Pirate

We3 to drużyna nauczona współpracy przy walce. Niestety, wizytacja dyrektora kończy się podjęciem decyzji, że We3 musi zostać rozwiązane - a broń "zutylizowana". Opiekunka projektu, nie mogąc pogodzić się z tą decyzją (jako że lata pracowała nad We3, ich treningiem, nauką komend), że postanawia puścić zwierzęta w świat. Uwolnione, szukają domu, miejsca, w którym czułyby się bezpiecznie. Przy okazji sieją spustoszenie.

We3 czytałam w tramwaju, w samo południe. Widziałam zdziwione i trochę zniesmaczone spojrzenia współpasażerów, którym nie w smak było to, że kap, kap, po policzkach popłynęło mi parę łez. Krótka seria - tylko 3 tomy - a przez to bardzo intensywna. Polecam!

P.S. Wzięłam się za serię "Hellblazer". Czytam na wikipedii, że w 2005 roku, na podstawie komiksu, powstał film. Ale "Hellblazera" nie ma na filmwebie. Kopię dalej, a tam recenzja nowego serialu "Constatine". Dodać dwa do dwóch - Constantine to główny bohater "Hellblazera", a film z 2005 roku to po prostu "Constantine" z Keanu Reeves. Nie wiedziałam. I przeszła mi ochota na czytanie.

czwartek, 6 marca 2014

komiks "Alice in Sunderland"

Dawno nie czytałam żadnego komiksu, zmiana komputera w pracy na nowy sprawiła, że instalując potrzebne programy nie zapomniałam o programie ComicRack, który jest stworzony do czytania komiksów w pracy. Wszystko można szybko zminimalizować. 

Nie chciałam zaczynać od ciężkiego "Maus", "Batmana" niedawno recenzowałam, "Fairest", czyli spin off "Fables" też mi się znudziło, więc wzięłam się za "Alice in Sunderland", czyli jak podejrzewałam - wariację na temat "Alicji w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla. 

Spodziewałam się wariacji co najmniej na miarę gry komputerowej o Alicji, która biega z zakrwawionym nożem i chlasta wszystkie karty Królowej Kier:

Cóż... "Alice in Sunderland" jest NAPRAWDĘ o Sunderland, czyli małym miasteczku na północnym wschodzie Wielkiej Brytanii, gdzieś koło Newcastle:

Oto mamy teatr, scena z jednym aktorem, widownia z jednym widzem. Aktor zabiera nas w podróż przez wszystkie wieki Sunderland, opowiada o tym, są w głowie Carrolla wzięły się pomysły znane z książki. Jest i Humpty Dumpty, jest i Żaberzwłok.

Dowiadujemy się, w jaki sposób młody uczony, czyli Carroll, poznaje Alicję - córkę rektora Oxfordu. Ponoć matka prawdziwej Alicji jest pierwowzorem Królowej Kier, jako że sprzeciwiała się spotkaniom Carrolla z małą Alicją. Co ważne - nie chodziło wcale o współczesny podtekst mała dziewczynka - dorosły facet (aranżowanie małżeństw i proszenie o rękę rodziców dziewczynek nie było niczym dziwnym w tamtych czasach), chodziło raczej o nierówności społeczne - Carroll stał na niższym szczeblu drabiny społecznej.
Mamy bardzo mało książkowej Alicji, za to całe mnóstwo historii i historycznych wydarzeń tyczących się Sunderland i samego Carrolla. Część wydarzeń historycznych była mi znana, część niekoniecznie. Wiedziałam m.in. o Bayeux Tapestry, czyli o 70- metrowym pasie materiału, haftowanego w sceny tyczące się XI-wiecznej historii Wielkiej Brytanii.
Aha - na mieszkańców Sunderland mówi się "Mackem".

Było też sporo na temat Świętego Bede, który wymyślił m.in. dzielenie lat na BC i AC.
Podsumowując - wiele pięknych kolaży ze zdjęciami dawnymi jak i współczesnymi, jednak spodziewałam się, że w Alicji będzie więcej Alicji. A tak mamy historię powstania Alicji, wiele pobocznych wydarzeń historycznych, które w jakiś nikły sposób miały wpływ na fabułę książki. Nie do końca ciekawe - chociaż pewne miejsca w Sunderland chciałabym zobaczyć. 

Na koniec: mały wycinek strony, która pokazuje, jak chodliwym tematem jest "Alicja w Krainie Czarów":

wtorek, 17 września 2013

komiks "Midnight Mass"

Dzięki programowi Calibre moge zmieniać dowolne pliki tekstowe na format .mobi. Tak zmienione pliki wędrują potem na mojego kindla i urozmaicają mi drogę do / z pracy, lub samą pracę. Postanowiłam sprawdzić, czy Calibre radzi sobie z komiksami. Otóż... radzi sobie! Może nie jakoś spektakularnie, wszystko jest czarno-białe, literki są nie za duże, ale mam nowe okulary, więc nie mam się o co martwić. No i słyszałam, że wzrok wcale nie psuje się (tylko męczy) od czytania w ciemności i małych literek. 

Na pierwszy ogień przerabiania poszło "Midnight Mass" wydawnictwa Vertigo, a zaraz za nim "Fairest", czyli spin-off o kobiecej części świetnych "Fables". A także "Witching hour", o którym nie wiem nic, ale skusił mnie ciekawy tytuł.

"Midnight Mass" - wyjątkowo słaby komiks. Ale jestem już za połową, więc doczytam. Fabuła sztampowa, trochę "Z archiwum X", z przystojniejszym Mulderem i Scully. 

wtorek, 21 maja 2013

Batman - seria komiksów

Zaczytuje się. Komiksami - od zawsze. Przede wszystkim tymi od wydawnictwa Vertigo. Po ostatniej lekturze filozofii Batmana, i tym, jak zostały przedstawione - sama zapragnęłam sięgnąć po komiksy, których bohaterem jest "człowiek nietoperz". I zniknęłam. Czytam w domu, w pracy, podczas gotowania i sprzątania. I przerobiłam póki co maleńki wycinek radosnej twórczości, trwającej od 1960 roku. Wiadomo, historię znałam tak "z grubsza" z filmów i bajek, wiedziałam, kim jest Joker, Harvey Dent, Pingwin, czy Trujący Bluszcz. Jednak dopiero teraz odkrywam ich przeszłość i historię tego, jak trafili do Arkham Asylum. Szczególnie smutna jest historia Jokera, byłego pracownika fabryki chemikaliów, który próbuje zrobić karierę jako komik, a do tego utrzymać ciężarną żonę. Już wiem, co doprowadziło go do ostateczności i co sprawiło, że zachowuje się tak, a nie inaczej. No właśnie - "The killing joke" przyznałabym najwyższą ocenę. Historia stworzona przez Alana Moora, twórcy moich ukochanych "Watchmenów" wbija w fotel. Jest w tym numerze wspomniana już historia Jokera, jest związany i nagi Jim Gordon, który jest zmuszany do oglądania zdjęć swojej postrzelonej, nagiej i sparaliżowanej córki... Historia drastyczna i zapadająca w pamięć. Szybki jednostrzał, nokautuje. 
"The long Halloween" to historia seryjnego mordercy "Holiday", który w święta zabija członków rodzin gangsterów rządzących Gotham. Pojawiają się nowi bohaterowie, w tym Harvey Dent. To właśnie w tym numerze Harvey zostaje okaleczony i zaczyna współpracować z wrogami Batmana. 
Kontynuacją serii "The long Halloween" jest "Dark Victory". Tym razem "Hang man" wiesza w święta tych, którzy pomagali Harveyowi Dentowi. Oczywiście do ostatniej strony w napięciu oczekujemy, kto okaże się Hang Manem. Pod koniec tej serii pojawia się Dick, chłopiec, któremu Bruce zdradza swoją prawdziwą tożsamość, i który intensywnie trenuje, aby po roku zostać Robinem. Pytanie (stawiane też w "Filozofii Batmana"): Jak Batman może trenować tak małe dziecko, kazać mu walczyć, wystawiać go na ryzyko śmierci? To pytanie etyczne. 

Odbiegając od tematu - toruńskie juwenalia zawsze mają jakiś motyw przewodni. Rok czy dwa temu były to komiksy. Przebieranie się, koszulki, zabawa. Wszystko fajnie, ale... ile jest komiksowych kobiet, za które można się przebrać..? Naciągając, jest Kobieta-Kot, Trujący Bluszcz, Wonder Woman i... Harley Quinn! Szalona pani psycholog, którą miłość do Jokera zmienia w Harlequina, wroga Batmana.
Wracam do lektury "Batmana", po przeczytaniu "Batman: Year One" (1987), historii przedstawionej w filmie Nolana z 2005 roku, kontynuuję serię.

poniedziałek, 13 maja 2013

Mark D. White, Robert Arp, "Batman and philosophy. The dark knight of the soul"

Wait... what?!? Tak tak, filozofia w Batmanie. Sam komiks wydawany przez DC Comics jak dla mnie jest o wiele poważniejszy i brutalniejszy niż seria filmów z Christianem Balem w roli Bruca Wayna. Ale może jeszcze się rozkręci. 

Co do samej książki - autorzy próbują wytłumaczyć zachowanie różnych postaci czerpiąc z historii filozofów. I tak oto przytaczają teorie i przykłady sytuacji starć Batmana i Jokera, jeden z rozdziałów poświęcając temu, dlaczego Batman nie zabija Jokera, aby powstrzymać go przed nieuniknioną ucieczką z Arkham Asylum i mordowaniem całej rzeczy ludzi? Dlaczego w Batmanie jest tyle złości? Jak to jest, że współpracuje z Gordonem? Czy moralnie dopuszczalne jest, aby Batman trenował Robina? Czy śmierć bliskich ma na Batmana jakikolwiek wpływ? Muszę przyznać, że poszczególne rozdziały i teorie zaprezentowane zostały w przystępny i przejrzysty sposób. Jest i Foucault, jest i Arystoteles, jest i Nietzsche. Sama śmietanka. Czasem niektóre teorie wydają się dość "naciągane", ale mimo wszystko całość zgrabnie złożona jest w zbiór felietonów/ciekawostek/wykładów. Polecam wszystkim fanom, i nie tylko. 

Ten post tak na prawdę jest tylko pretekstem do tego, aby zaprezentować wydawnictwo DC Comics i mnogość komiksów, które wydają. No właśnie - komiksy to również jedna z gałęzi literatury. Traktowana po macoszemu, ale jednak. To DC Comics stworzyło Batmana czy Supermana, a także moich ulubionych "Watchmenów". Można się spierać, czyi bohaterowie są lepsi - DC Comics czy Marvela. Ja nogami i rękami głosuję za DC Comics. Przede wszystkim dlatego, że jego imprintem jest Vertigo, wydawnictwo, które silnie ukształtował m.in. Neil Gaiman i jego "Sandman", historia o rodzeństwie, utożsamiającym różne siły. Według wieku, te rodzeństwo to: Destiny, Death, Dream, Destruction, Despair, Desire, Delirium:
Szczerze polecam!

Vertigo, obok Sandmana, wydało jeszcze moje trzy ulubione komiksy:

1) Transmetropolitan
 Cyberpunkowy komiks, którego głównym bohaterem jest Spider Jerusalem. Komiks ma wszystkie najlepsze cechy cyberpunku w najczystszej postaci.
2) Fables
Istnieje miasteczko, które zamieszkane jest przez postaci z bajek. Burmistrzem jest Królewna Śnieżka, szeryfem wilk. Jest i żigolo Prince Charming, który porzuca swoje kochanki: Kopciuszka, Śpiącą Królewnę i Śnieżkę, szukając swego następnego celu. Jest i przeciwnik, Gepetto, który konstruuje armię drewnianych żołnierzy, które atakują miasteczko baśniowych istot. Swego czasu powstał serial "Once upon a time", który jednak wypada blado przy intrygach z "Fables".

3) Preacher

Historia kaznodziei, Jessiego Custera, który wyrusza poprzez Stany Zjednoczone, aby odnaleźć Boga, który opuścił niebo. Razem z nim podążają jego dziewczyna Tulip, i Cassidy, irlandzki wampir. Mieszkanka co najmniej wybuchowa. Komiks pełen drastycznych i obraźliwych scen. Dla czytelników o mocnych nerwach.

Dopiero brnę poprzez zeszyty Vertigo, i nie widzę końca. Czytałam "House of Mystery" tylko po to, aby porzucić je dla "Lucyfera", pobocznej historii z "Sandmana". Powiem jedno - w Vertigo każdy znajdzie coś dla siebie. Tak jak w DC Comics. Teraz biorę na tapetę "Batmana".