środa, 9 lipca 2014

Antoni Libera "Madame"

Oniemiałam. Nigdy nie słyszałam o "Madame" Libery, książce, która była nominowana do Nagrody Nike w 1998 roku, byłam wtedy smarkulą słuchającą Backstreet Boys i czytającą "Przygody trzech detektywów" Alfreda Hitchcocka. Jakie było moje zdziwienie, kiedy przeglądając książki polskich autorów, którzy są czytani za granicą, wyskoczyła mi nieznana "Madame". Przystąpiłam do działania i po trzech intensywnych dniach lekturę miałam już za sobą. 

Oto czasy PRL-u, warszawskie liceum, którego dyrektorką jest nauczycielka francuskiego, tytułowa Madame. Główny bohater, uczeń klasy maturalnej, tak jak reszta szkoły daje się oczarować urodziwej dyrektorce. Ze swoją fascynacją idzie nawet o krok dalej - chcąc się dowiedzieć o niej jak najwięcej, ucieka się do podstępów i forteli. Rzeczy, które odkryje, nie zawsze będą miłe i przyjemne.

Czasy PRL-u znam tylko z książek oraz opowieści rodziny i znajomych. Główny wątek książki skupia się nie tylko wątkach, które rozwijają akcję, ale także na opisie miejsc i ludzi charakterystycznych dla tego okresu. Jak dobrze, że nie żyłam w tamtych czasach!

"Madame" pełna jest tropów i aluzji: od Schopenhauera, Racine'a, Picassa, po astrologię. Do tej pory nie jestem pewna, ile z tych opowieści to prawda, a ile to blaga. 

A tymczasem - od 2012 roku spektakl "Madame" na podstawie książki Antoniego Libery w reżyserii Jakuba Krofty, grany jest w Teatrze Dramatycznym na Woli. Muszę się wybrać!

poniedziałek, 7 lipca 2014

Terry Pratchett "Para w ruch"

Terry'ego Pratchetta odkryłam dość późno, o czym już pewnie wielokrotnie wspominałam. Zakochałam się w Świecie Dysku tym mocniej, że wiem, jak krucha jest jego przyszłość. Pratchett choruje na Alzheimera i nie wiadomo, jak długo jeszcze będzie pisał.

"Para w ruch" to kolejna z książek o Moiście von Lipwigu, drobnym oszuście i naciągaczu, który aby uniknąć kary za swoje występki, swoją zręcznością i wygadaniem pomaga Vetinariemu usprawnić działanie Ankh-Morpork. Po poczcie i banku przyszedł czas na kolej. I tak oto Moist i Adora muszą stawić czoła kolejnemu wyzwaniu.

Są gobliny, trolle i krasnoludy. Pojawia się komendant Vimes, straż miejska i profesorowie Niewidzialnego Uniwersytetu. Niby "Para w ruch" zawiera wszystko to, co ważne w Świecie Dysku, ale mimo wszystko jest wyjątkowo... mało śmieszna. Może to wina okrojonych przypisów..?

Niemniej mam plan - zebrać kolekcję wszystkiego, co do tej pory zostało wydane w serii Świata Dysku. Plan w realizacji - mam już pierwszą i ostatnią książkę z serii.

piątek, 20 czerwca 2014

Alessandro Baricco "Jedwab"

Kolejne spotkanie z literaturą włoską. "Jedwab" Alessandra Baricco wymieniany jest jako must-read na wielu stronach poświęconych literaturze włoskiej. Opisywany jako powieść historyczna, magiczna, alegoryczna. 

Oto XIX-wieczna Francja, handel jedwabiem kwitnie. Jednak nie dla mieszkańców małego miasteczka: ich larwy jedwabników atakuje nieznana choroba, w związku z czym muszą szukać nowych zarodków. Jeden z handlarzy, Hervé Joncour, zostaje oddelegowany do tego, aby dostać się do egzotycznej i odległej Japonii w celu pozyskania nowych larw potrzebnych do produkcji jedwabiu.

I tak oto rusza, przez Syberię, Bajkał, aż do Japonii. Swoją wyprawę musi powtarzać co roku, jako że nowe zapasy szybko się wyczerpują. We Francji zostawia za sobą żonę. a w Japonii spotykają go przygody, którymi niechętnie dzieli się ze swoimi pobratymcami.

Jakie było moje zaskoczenie, kiedy książka... nagle się skończyła! Powiedziałabym, że to bardziej nowela, alegoryczna przypowieść. Kolejne zaskoczenie: na podstawie tej cieniutkiej książeczki w 2007 roku powstał film z Michaelem Pittem i Keirą Knightley w rolach głównych. Z ciekawości aż obejrzę, z trailera wynika, że został pięknie zrealizowany. 

środa, 18 czerwca 2014

Patti Smith "Obłokobujanie"

Z Patti Smith znamy się nie od dziś. Jej "Poniedziałkowe dzieci" były fantastyczne, a jakoś na dniach powinna koncertować w Polsce. "Obłokobujanie" kupiłam jako dodatkową książkę z cyklu "kup 5, a 6 gratis". W twardej okładce, wydane przez Wydawnictwo Czarne - byłam zaintrygowana. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że jest to malutka książeczka, zaledwie 90 stron, a i to pełne zdjęć. To taki hołd ojcu Patti, jej wspomnienia z dzieciństwa. Niby mnie nie urzekło, ale jak na tak cieniutką książkę i tak udało mi się znaleźć kilka przepięknych cytatów. 

"Marzyłam o wielu rzeczach. Że zabłysnę. Że będę dobra. Że będę mieszkać z gołą głową gdzieś na górskim szczycie i kręcić takim kołem, które obraca ziemię, i że niepostrzeżona pośród chmur będę miała jakiś wpływ na świat - że będę pożyteczna."

"Wydawało mi się, że cały boży świat został rozrysowany w górze niczym mapa, a mnie od śmiechu pozostałych dzieci ciągnęło coś w tę ciszę, do której opanowania dążyłam. Bo w niej było słychać, jak kiełkuje ziarno albo jak dusza składa się w kostkę niczym chusteczka do nosa."

Książka krótka - to i wpis krótki. Niebawem wpis na temat hotelarskiego czytelnictwa na Krecie.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Maciej A. Brzozowski "Włosi. Życie to teatr"

Od niedawna uczę się języka włoskiego z Anną, Włoszką z Lombardii. A oto prezent na urodziny od przyjaciółki, z którą uczę się w parze - "Włosi. Życie to teatr". Strzał w dziesiątkę, taka książka jest idealną pozycją na ciepłe dni. 

O Macieju Brzozowskim nie wiedziałam nic, teraz już wiem, że jest italianistą, chłonie Włochy każdą komórką ciała, przez wiele lat pracował w koncernie Fiat. We Włoszech bywa nałogowo, jest w nich zakochany - we Włoszech i we Włochach - i dlatego też wiedziałam, że udzieli mi się jego entuzjazm. 

Rzeczywiście, Włosi kojarzą mi się z pizzą, temperamentem, Fellinim, Berlusconim, Monicą Bellucci, Sophią Loren, Mussolinim i zagłębiem modowo-samochodowym. Na szczęście Brzozowskiemu udało się pokazać mi różnorodność Włochów, to, jak bardzo różnią się temperamentni mieszkańcy południa od tych z zimnej północy. Włochy nie są krajem jednolitym, wręcz przeciwnie, krótki wstęp dotyczący Włoch pokazuje nam, że jest to bardzo młode państwo, których mieszkańcy kłócą się między miastami i prowincjami, często obrzucając się obelgami. Włosi są leniwi, świetnie gotują i potrafią modnie się ubrać. Mnogość pięknych plaż, miast, zabytków (pierwsze miejsce pod względem liczby miejsc zaliczonych do UNESCO) sprawia, że niechętnie podróżują i uczą się języków. Kraj dostarcza im wszystkiego, czego potrzebują. Oprócz pracy.

Brzozowski dość mocno skupia się na temperamencie Włochów, po macoszemu traktując ciekawe miejsca do zwiedzenia. Więc jeśli ktoś szuka przewodnika przed wycieczką do Włoch - to nie tu. Jednak książka ta ma swój urok - Brzozowski jest spostrzegawczy, błyskotliwy i dowcipny, a jego pozytywne podejście do ukochanego kraju udziela się czytającemu. Sama książka to raczej luźny esej, najbardziej podoba mi się mini kompendium zaczynające się w 3/4 książki: top 10 miejsc do zobaczenia, potraw do spróbowania, opis osób ważnych dla historii Włoch, na co uważać, czego unikać. 

Do Włoch przekonywać mnie nie trzeba (chociaż póki co najdalej byłam w Treście, ale liczę na to, że niebawem się to zmieni), od Brzozowskiego na pewno zaczerpnę pomysły na książki do przeczytania - zapewne niebawem pojawi się post z tekstem o włoskiej książce.

piątek, 23 maja 2014

Donato Carrisi "Zaklinacz"

Pochwalę się - od miesiąca uczę się języka włoskiego z najprawdziwszą Włoszką - Anną z Brescii w Lombardii. Liczę na to, że na jesieni uda mi się odwiedzić Włochy, a co za tym idzie - nawiązać jakieś relacje z autochtonami w ichnich języku.

Z ciekawości wpisałam w google hasło "literatura włoska" i czekałam na to, co mi wyskoczy. Szukałam autorów, którzy obecnie są poczytni i mało znani za granicą - szukałam kogoś takiego jak np. Joanna Bator. Oczywiście cała pierwsza strona wyników składała się tylko z książek Umberto Eco. Dalej były książki, których akcja toczy się we Włoszech, jak np. "Kod Leonardo Da Vinci" Dana Browna, czy "Pod słońcem Toskanii" na podstawie którego wyszedł całkiem niezły film z boską Diane Lane. Wszystko to oczywiście książki amerykańskich autorów.

Na szczęście udało mi się też trafić na Donato Carrisiego, który napisał książkę "Zaklinacz", pierwszy tom z serii o policjantce Mili Vasquez. I całe szczęście, że sięgnęłam po tę książkę! Nie czułam, że to włoski kryminał, raczej taki uniwersalny, który mógł się zdarzyć wszędzie. Mila Vasquez, która zajmuje się odnajdowaniem porwanych dzieci, tym razem dołącza do zespołu, który szuka 5 zaginionych dziewczynek. Pierwszy trop - znalezienie zakopanych, uciętych 6 lewych rąk dziewczynek. 6... Kim jest 6 dziewczynka? Czy któraś z dziewczynek żyje? To są pytania, na które odpowiedzieć może tylko Mila. 

Po nitce do kłębka - od jednego dowodu do drugiego. Jak w CSI: każda informacja ma znaczenie. Muszę przyznać, że Carrisi jasno przekazuje nam informacje, które układają się w spójną całość dopiero na końcu książki. Bardzo przyjemnie czytało mi się książkę, tym bardziej, że do samego końca tożsamość sprawcy była dla mnie niejasna. A potem: bang! Zaskoczenie! Ależ oczywiście, to takie jasne i proste!

Coś, co mnie mierziło to wykorzystanie np. hipnozy czy medium w celu osiągnięcia przełomu w śledztwie. Kryminolodzy powinni bardziej polegać na empirycznych dowodach. 

Podsumowując - tak jak wspominałam - po ciężkich i opasłych tomach przyszedł czas na literaturę na której nie muszę się tak mocno skupiać. Chociaż to kwestia względna - czy krwawy kryminał można uznać za lekką lekturę..? Część czytelników zarzuca Carrisiemu to, że książka jest zbyt krwawa i brutalna, przez co traci swój urok. W każdym razie - do poczytania w sam raz w drodze z i do pracy. Krótkie rozdziały, dynamiczna akcja - gdybym miała czas, to byłaby to książka, którą przeczytałabym przy jednym posiedzeniu.

środa, 14 maja 2014

Tan Twan Eng "Ogród wieczornych mgieł"

Klęska urodzaju. Na czytniku mam mnóstwo ebooków, tylko czasu brak. I co wybrać, aby wartościowo spędzić czas? Nie ukrywam, że często sprawdzam opinie o książce w internecie. To trochę jak portal filmweb - jak film / serial ma ocenę powyżej 8,0, to najczęściej skuszę się, aby go obejrzeć. Nie zawsze jest to trafna decyzja, jednak w przeważającej liczbie przypadków raczej się nie zawiodłam. W ocenie książek ufam nagrodzie Man Booker Prize (nie to, co Oscarom), i wśród nich zawsze znajdę coś dla siebie. Tak było i tym razem. "Ogród wieczornych mgieł" był nominowany do nagrody Bookera, wygrał jej malezyjską edycję. 

O Malezji nie wiem nic, może to, że Kuala Lumpur jest jej stolicą. I tyle. Dlatego też książka osadzona w Malezji wydała mi się świetną okazją do tego, aby poszerzyć swoje horyzonty. To tak jak ze "Stanem zdumienia" Ann Patchett, który rozgrywał się w amazońskiej dżungli. Malezja jest dla mnie tak samo egzotyczna. 

Nie zawiodłam się. Mamy mnóstwo opisów historii Malezji, jej fauny i flory, a sama akcja książki osadzona jest w herbacianej posiadłości Majuba. Główna bohaterka, sędzina Yun Ling Teoh, przechodzi na emeryturę. Całe swoje życie wymierzała sprawiedliwość Japończykom odpowiedzialnym za okupację Malezji. Yun Ling ma w tym swój osobisty interes - przez ponad 2 lata była więziona w obozie gdzieś w malezyjskiej dżungli. Jest jedyną osobą, która wydostała się z tego obozu. To w nim zginęła jej siostra, Yun Hong. Za to sędzina nienawidzi Japończyków. Całe życie poświęciła na czczenie pamięci siostry. Jej pamięci chce stworzyć ogród taki, o jakich mówiła jej siostra. Tradycyjny i japoński. A kto nadaje się do tego zadania najlepiej? W Yugiri, posiadłości obok Majuba, mieszka Nakamura Aritomo, były główny ogrodnik cesarza Japonii. Do tego Japończyk! Yun Ling będzie musiała zmierzyć się ze swoją przeszłością, jeśli chce współpracować z Aritomo. Ten się zgadza, i zaczyna się ich wspólna mozolna praca nad ogrodem Yugiri, dzięki czemu Yun Ling zdobędzie wiedzę niezbędną do stworzenia ogrodu dla swojej siostry. 

Rozdziały książki przeplatane są historiami z teraźniejszości, kiedy to emerytowana sędzina przybywa do Yugiri, aby zaprezentować profesorowi Tetsuji prace Aritomo, plus jej czasy wspólnej pracy z Aritomo, i jeszcze jej przeszłość, zanim przybyła do Malezji. Całość okraszona jest azjatyckimi smaczkami, jak np. wspomnienie o japońskim artyście Hokusai, autorze "Wielkiej fali w Kanagawie":
"Wielka fala w Kanagawie" Hokusai Katsushika


Artitomo słynie nie tylko z tworzenia ogrodów, ale także obrazów. Jak się okazuje, był też wziętym tatuażystą, specjalistą w tatuażach horitomo, które pokrywają bardzo duże powierzchnie ciała. I wyglądają mniej więcej tak:

Największym minusem tej, i innych obszernych książek jest to, że czytanie ich absorbuje bardzo dużo czasu (u mnie jest to ok. miesiąca), a kiedy się kończą, to bardzo długo nie mogę dojść do siebie i lekturę kolejnych książek odkładam na jakiś czas. Albo biorę się za coś stosunkowo lekkiego. I tak pewnie będzie w tym przypadku.